– Ćwiczenia robiono na pokaz, a nie by budować realne zdolności bojowe. Dowódcy, którzy widzieli zagrożenie i je sygnalizowali, byli zwalniani lub mówiono im, że szerzą defetyzm i kazano im być cicho – mówił w „Minęła dwudziesta” gen. Roman Polko, były dowódca GROM, komentując wyniki audytu MON ujawnione w TVP Info. – Kika rzeczy absurdalnych udało się wypracować poprzednikom. Pierwszym absurdem było założenie, że wojny nie będzie – komentował z kolei były minister obrony narodowej Romuald Szeremietiew.

 
 Z fragmentów audytu MON ujawnionych w TVP Info wynika, że ministerstwo zgłaszało do NATO jednostki niezdolne do walki, jak np. eskadra śmigłowców przeciwpancernych bez pocisków pancernych. Okazuje się też, że Ukraińcom odmówiono udziału polskich żołnierzy w szkoleniach, bo obawiano się reakcji Rosji. 
 
„Malowana armia” 

Wyniki audytu komentował w TVP Info gen. Roman Polko. Według niego, dowództwo polskich sił zbrojnych wykazywało pasywność w NATO i stosowało pokazowe działania zamiast budować rzeczywistą zdolność bojową. Jak dodał Polko, zapomniano też o obronie terytorialnej. – Malowana armia. Dowódców, którzy widzieli zagrożenie i je sygnalizowali, byli zwalniani lub mówiono im, że szerzą defetyzm i kazano im być cicho – przekonywał. 

– Poprzednikom udało się wypracować kilka rzeczy absurdalnych. Pierwszym absurdem było założenie, że wojny nie będzie – powiedział Romuald Szeremietiew. Jego zdaniem skandalicznie zaniedbano stan naszej obrony powietrznej. To, jak podkreślił, tylko jeden z wielu fragmentów pokazujących zaniedbania.
 
„Trzeba być gotowym na czarny scenariusz”

Z audytu wynika, że rozwój sił zbrojnych realizowano w oparciu o program byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego zakładający, że prawdopodobieństwo konfliktu zbrojnego jest bardzo małe. Były minister obrony zwrócił uwagę, że planując obronę kraju nie bierze się pod uwagę różowego scenariusza. – Zakładamy wariant niedobry, że do zagrożenia dojść może – wyjaśnił. – Założenie, że na pewno wojny nie będzie albo że jest mało prawdopodobna jest niemądre – ocenił i dodał, że konsekwencjami tego była późniejsza strategia. 

– Wojsko jest po to, by być gotowym na najczarniejszy scenariusz. Scenariusze były do przewidzenia i wspominał o nich prezydent Lech Kaczyński, kiedy dokonywano ataku na Gruzję – powiedział Polko. Podkreślił, że jeśli Polacy w swojej strategii twierdzili, że ze strony wschodniej nie ma zagrożenia, to musiało się to przełożyć na plany NATO. 
 
"Kreatywna księgowość”

Z audytu wynika także, że mieliśmy zbyt mało liczne wojsko. Zaledwie 52 bataliony zamiast 78 – niezbędnego minimum potrzebnego do samodzielnej obrony w oczekiwaniu na wsparcie sojuszników. 

– Niestety te rozliczne dowództwa, które powstały zamiast budowania siły uderzeniowej, wyspecjalizowały się w kreatywnej księgowości, kreatywnym budowaniu wizerunku – powiedział gen. Polko. – Oszukiwaliśmy sami siebie. Na pożytek propagandowy czy zadowalania dowódców, prezydenta i premiera meldunki były fałszowane – przekonywał. Jego zdaniem zamiast rzeczywistych zdolności mieliśmy do czynienia z zafałszowanym obrazem. 

Szeremietiew zwrócił uwagę, że aby skutecznie obronić się przez jakiś czas musimy być zdolni do samodzielnej walki. – To jest jakiś dramat. Teraz rozumiem dlaczego nasza strategia miała polegać na tym, że rozwiniemy się w ramach wsparcia sojuszniczego – mówił. Jego zdaniem zakładano, że wsparcie będzie natychmiast. – Ktoś realistycznie ocenił, że nie mamy sił na to, żeby stawić opór samodzielnie i założono, że sojusznik od razu się włączy – mówił i dodał, że teraz okazało się, że nawet nie zadbano o odpowiednie ćwiczenia.
 
tag/TVP Info