- Boli mnie to jak zachowali się niektórzy dziennikarze w obliczu tragedii prok. Przybyła. Pamiętajmy, że najpierw jest się człowiekiem, dopiero później dziennikarzem. Jestem wdzięczny tym którzy ratowali postrzelonego pułkownika, dzwonili na pogotowie. Odłożyli kamerę, czy aparaty fotograficzne i nie filmowali, nie fotografowali, choć tego mógł domagać się ich wydawca. Dziękuję im za taką postawę.

 

Nie można żerować na czyimś nieszczęściu. Publikować zdjęć czyjejś tragedii, których nie należy upubliczniać. Pamiętamy, przecież gdy zabito pana Waldemara Milewicza, jak „Super Ekspess” umieścił zdjęcia z krwawymi śladami kul. Powtarza się to w jakimś sensie dzisiaj. Nie najważniejszy jest wzrost nakładu tytułu. Są granice dziennikarskiej sensacji. Istnieje kultura i moralność, a także odpowiedzialność za medialny przekaz.

 

Not. Jarosław Wróblewski