Rycerze Kolumba stali się w ostatnim czasie jedną z najbardziej znanych organizacji katolickich. Wszystko za sprawą kontrowersji jakie wzbudzili wśród członków zakonu trzej posłowie PO. W czasie sejmowego głosowania nie wsparli oni obywatelskiego projektu "Contra in vitro". Wskutek powstałego zamieszania Rada Krajowa organizacji wydała specjalne oświadczenie, w którym podkreśla, że zakon jest apolityczny, zaangażowany w obronę życia w czym w pełni podziela stanowikso Episkopatu. - Rada zaleca także członkom Zakonu Rycerzy Kolumba pełniącym funkcje publiczne aby nie łączyli ich z pełnieniem odpowiedzialnych urzędów w Zakonie - czytamu w oświadczeniu.
W rozmowie z nami Dziedziczak potwierdza, że na najbliższym spotkaniu warszawskiej Rady św. Michała Archanioła zgłosi swoją rezygnację z funkcji powiernika, tj. członka rady nadzorczej. - O całym zamieszaniu powstałym wokół naszego zakonu i o oświadczeniu Rady Krajowej dowiedziałem się z mediów. Rycerze Kolumba są organizacją apolityczną, dlatego jako parlamentarzysta zgodnie z zaleceniem Rady Krajowej zamierzam zrezygnować ze stanowiska jakie zajmuję w zakonie - powiedział poseł Fronda.pl.
Tymczasem w środę "Gazeta Wyborcza" opisując spory, które pojawiły się w zakonie Rycerzy Kolumba tłumaczy je jako typową walkę polityczną między PO i PiS. Tymczasem trzej rycerze, posłowie PO wystąpili przeciwko naczelnej wartości organizacji, za co krytykuje ich wielu członków zakonu, w większości wcale nie związanych z PiS. Takie przedstawienie sporu przez "Wyborczą" nie dziwi. Wcześniej zamieszanie właśnie w ten sposób próbował przedstawić w rozmowie z nami poseł PO Michał Szczerba.
Co jeszcze w obliczu całej sprawy mają do powiedzenia sprawcy zamieszania, trzej rycerze z PO? Delegat krajowy zakonu Poseł Andrzej Gut-Mostowy groził nam sądem za pisanie nieprawdy. Tej jednak w naszych tekstach już nie wskazał. Poseł Ireneusz Raś zapytany przez "Dziennik Polski" o opisaną przez nas sytucję odpowiada: - Fronda.pl mija się z prawdą. Nie będę tego komentował. W którym miejscu minęliśmy się z prawdą, tego niestety parlamentarzysta nie powiedział. Trzeci z polityków, Michał Szczerba zapytany przez nas o głosowanie w sprawie in vitro obiecał przysłać nam pisemne oświadczenie. Obietnicy nie dotrzymał. W rozmowie z nami swój sprzeciw tłumaczył rzekomymi słowami abpa. Hosera, że "katolik w trosce o dobro powinien iść na kompromisy".
Teraz Sczerba nie powołuje się już na abpa. Hosera, ale krytykuje projekt Contra in vitro: - Głosowanie jest kwestią sumienia. A Contra in Vitro to projekt ustawy, który bardzo fragmentarycznie traktował ochronę życia, skupiając się tylko na penalizacji in vitro – powiedział "Wyborczej". - To stary i niestety zupełnie nietrafiony zarzut – odpowiada Ludwik Skurzak z obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej Contra In Vitro. - Rzekoma fragmentaryczność to nasz celowy zabieg. Projekty Piechy i Gowina powstawały w ten sposób, że wzięto przepisy prawne dotyczące bioetyki i zrobiono z tego jedną ustawę. Dlatego jest w nich nawet kilkadziesiąt punktów – tłumaczy w rozmowie z portalem Fronda.pl.
- Skupiliśmy się na kwestiach fundamentalnych i chcieliśmy rozstrzygnąć kwestię cywilnoprawną. Potem do naszego projektu można dopisywać inne rozszerzenia. Naszym zdaniem jest to właściwszy sposób z legislacyjnego punktu widzenia. Jednak najważniejsze, że chcieliśmy stworzyć projekt całkowicie zgodny z nauką Kościoła i to nam się udało. Ale o tym zainteresowani posłowie-rycerze chyba nie chcą wspominać – wyjaśnia Skurzak.
Mariusz Majewski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

