Kandydujesz z trzeciego miejsca w Kaliszu i w Lesznie. Cztery lata temu kandydowałeś z pierwszego. Jak oceniasz swoje szanse?


- Mam nadzieję, że moi wyborcy docenią pracę, którą wykonałem w tym czteroleciu. To była praca bardzo intensywna, zarówno na poziomie ogólnokrajowym – mam tu na myśli Parlamentarny Zespół na rzecz Ochrony Życia. Udało się stworzyć, poza układami i podziałami politycznymi, zespół, który łączył polityków, chcących wprowadzić realną ochronę życia w Polsce, ale też moje działania na rzecz ochrony godności Polaków, przełamania często bez wsparcia PO, tego kłamliwego stereotypu za granicą, że Polacy są winni Holocaustu. Można by wymieniać długo tdziałania, działania lokalne także. Udało mi się stworzyć Kalisko-Leszczyńską Akademię Liderów, która inwestuje w młodych ludzi nie tylko w sensie wiedzy i przygody, lecz także w sensie wartości. Udało mi się uratować w Kaliszu i w Lesznie delegatury urzędów wojewódzkich, zorganizować lekcje patriotyczną z udziałem Prezydenta RP ś.p. Lecha Kaczyńskiego w krotoszyńskim liceum, interweniowałem również w sprawie fabryki pianin „Calisia”. Tego typu drobnych interwencji jak uratowanie Rawickiego przedszkola mógłbym wymieniać wiele.

 

Co uważasz za swój największy sukces?

 

- Zdecydowanie polem mojego największego zaangażowania politycznego jest ochrona życia. Uważam, że w Polsce polityka przez część mediów jest nieprawidłowo pokazywana, którą odbiera się wyłącznie jako walkę między partiami politycznymi. Media, zwłaszcza liberalne, postrzegają też politykę jako bicie się po głowach polityków PiS, PO, SLD, PSL. Pusta awantura, kłócą się, oskarżają jedni drugich... Natomiast w mojej opinii na politykę należy patrzeć znacznie głębiej.

 

Co chowa się więc pod tym płaszczykiem politycznych sporów?

 

- Powinna to być rywalizacja systemów wartości – tego bardzo brakuje w polskim życiu publicznym, również w polskiej publicystyce. Rywalizację o to, który z systemów wartości będzie w życie wcielany. Czy np. system wartości, który popularnie nazywany prawicą – nie jest to ścisła nazwa, w Polsce bardziej umowna - tzn. wspieranie takich wartości, jak patriotyzm, rozumiany jako kultywowanie wspólnej kultury, historii, tradycji, języka, respektowanie wartości chrześcijańskich w życiu publicznym, urządzanie naszego kraju, naszej gminy, naszego miasta zgodnie z  nimi i z poszanowaniem rodziny. Także z przeświadczeniem - i to się łączy z patriotyzmem i wartościami chrześcijańskimi ,- że poszanowanie rodziny łączy się z jej wsparciem i szacunkiem, że jest to podstawowa jednostka społeczna, a Ojczyzna to rodzina rodzin.

 

A po drugiej stronie tej barykady?

 

- Konfrontacyjnym jest system wartości bardzo umownie w polskich warunkach nazywany lewicą – system liberalny. Zamiast patriotyzmu mamy kosmopolityzm, traktowanie z dystansem służby Ojczyźnie, czyli polskiej tradycji, kultury czy historii. Symbolicznym przykładem jest piosenka Michała Wiśniewskiego: „Żadnych granic, żadnych flag…”, która ilustrowała sposób myślenia pewnych środowisk politycznych i ideowych w Polsce  Ich mówienie z lekceważeniem, z dystansem o polskiej kulturze, poszukiwanie  tylko negatywnych elementów z polskiej tradycji i historii jest ewidentnym realizowaniem kosmopolitycznej postawy.

 

W Polsce budowany jest dziś świat bez wartości?

 

- Dużo środowisk w Polsce politycznych i publicystycznych, próbuje urządzać nasz kraj i kształtować umysły Polaków tak, jakby Pana Boga nie było. To jest widoczne w kulturze, edukacji, publicystyce w lansowanym stylu życia, nawet w kulturze popularnej. Zawsze śmiałem się z telewizji publicznej, kiedy mówiono, że w mediach telewizja jest tylko w programach informacyjnych i w publicystyce. „Zobacz, teraz jest dobrze, bo lepiej mówią o PiS, teraz jest gorzej, bo mówią więcej o Platformie.” To nie wszystko. Osoby, które w ten sposób formułują tezy, nie rozumieją do końca, czym jest prawdziwa polityka. Prawdziwa polityka w mediach to jest taka polityka, że jeżeli jest ona dobrze realizowana, to w telenoweli pozytywnym bohaterem jest kochający mąż i ojciec, który opiera się pokusom zdrady, albo kobieta, która pokazuje, że oprócz kariery bycie szczęśliwą to także posiadanie męża i dzieci. Przeciwstawną sytuacją jest to, co widzimy w telenowelach, że homoseksualista jest fajnym, w cudzysłowie, bohaterem do naśladowania, ksiądz jest naburmuszoną postacią, a ojciec rodziny się nad nią znęca i szczęśliwa jest bohaterka, która od niego odchodzi.

 

A może obywatele chcą takie rzeczy oglądać?

 

- To jest prawdziwa polityka w mediach, to jest klucz do świadomości Polaków i tego, niestety, większość klasy politycznej nie rozumie. Tu jest feminizm, tu jest konsumpcjonizm, mężczyznę sukcesu przedstawia się jako playboya, zmieniającego już trzecią żonę. Kobietę sukcesu przedstawia się jako feministkę, bizneswoman pracująca 14 godzin dziennie, która nie ma czasu na głupoty, czyli na rodzinę. Ten sposób myślenia jest świetnie rozumiany przez środowiska lewicowe, jak „Gazeta Wyborcza”, „Krytyka Polityczna” i służalcze wobec nich środowiska, takie jak SLD czy PO. Przez prawą stronę jest to, poza pewnymi wyjątkami, nierozumiane.

 

Wróćmy do wyborów. Dlaczego kandydujesz dopiero z trzeciego miejsca?

 

- Nie chciałbym o tym mówić. Niemniej muszę powiedzieć, że w wielu miastach Polski Prawo i Sprawiedliwość zaprosiło na swoje pierwsze miejsca osoby spoza dotychczasowej polityki, różnych ekspertów, profesorów. Tak też jest w Kaliszu. Na drugim miejscu jest osoba odpowiedzialna za aparat partyjny, a na trzecim miejscu jestem ja i za bardzo się tym trzecim miejscem nie martwię. To wyborcy z Kalisza, Ostrowa Wielkopolskiego i Leszna zadecydują, na którą z tych osób zagłosować.


Siedzi tutaj kibic Unii Leszno?


- Tak jest.


A ja jestem starym kibicem Falubazu Zielona Góra. Mimo klubowej rywalizacji to jednak cieszy, bo w sejmie znaleźć kibica sportu żużlowego nie jest łatwo. Ty propagujesz ten sport?


- No to gratulacje złota! My po ciężkim sezonie cieszymy się ze srebra. Co do pytania to tak - poprzez wymyślony i kierowany przeze mnie Parlamentarny Zespół Promocji Żużla. Mamy zespół skupiający parlamentarzystów z różnych opcji, także kibiców Falubazu (śmiech) – ma on na celu przełamanie tego stanu, który jest w miejscu podejmowania krajowych decyzji - Warszawie, stanu niezauważania żużla. Niestety, czy tego chcemy, czy nie, decydenci w Warszawie tego stanu nie zauważają. Jest piętnastu parlamentarzystów. Protestowaliśmy np. przeciwko temu, aby zdobywcy Drużynowego Pucharu Świata otrzymywali symboliczne nagrody z Ministerstwa Sportu, a nie takie jak inni mistrzowie świata. Pisałem w tej sprawie interpelację. Tu nie chodzi o fundusze, o finanse, wiemy, że żużlowcy, którzy zdobyli ten tytuł, do najuboższych nie należą, ale tu chodzi o zasady. Nie można sportu żużlowego lekceważyć. Tam był argument taki, że bonus finansowy Ministerstwa jest dla tych, którzy zdobędą mistrzostwo świata, a żużlowcy zdobyli drużynowy puchar świata. Ten kruczek prawny świadczy o tym, że jakiś urzędnik po prostu zlekceważył to. Nie był na meczu żużlowym, nie ceni tego sportu. Powoli to zmieniamy.
 

 

Nagrodzili ciebie obrońcy życia. Czy trudno jest bronić dzieci poczętych w sejmie?

 

- Jestem bardzo dumny z tego certyfikatu. Dostałem go jako pierwszy parlamentarzysta w Polsce. Ta sprawa daleko wykracza poza walkę bieżącą, poza codzienne spory. Media też uczestniczą w tej grze. Świadomie, często jednostronnie. Duża część dziennikarzy nie chce ruszać tego tematu.

 

Choć ogromna ilość Polaków popiera bezbronne dzieci...

 

- Tak, ale chce się do tego zniechęcić. To się dzieje w sferze języka, ideologii, tzw. praw kobiet. Zamydla się przekaz. Straszy się.


Jacy ludzie są w polityce?

 

- Różni, często bez moralności, bez poczucia misji. Osoby z opozycji demokratycznej czy niepodległościowej są inni, mają jakąś ideowość. Oni płacili wysoką cenę. Teraz osoby z ostatniego 10-lecia są inni. W moim odczuciu nie zdają egzaminu młodzieżówki partyjne. One nie przygotowują młodych ludzi do obrony konkretnego systemu wartości. Może pod względem, retoryki, organizacji, wyklejania plakatów są sprawni ale nie ma tam często głębszego podłoża ideowego. „Absolwenci młodzieżówek” moim zdaniem mogą zmieniać ugrupowania bez żadnego problemu. Nie wszyscy, bo tak są też porządni ludzie ale pomimo byciu w młodzieżówce a nie dzięki formacji w niej. Reszcie chodzi tylko o karierę, wygodne dostatnie życie, smykałkę do partyjnych gier. Znam porządnych polityków po młodzieżówkach, ale oni są porządni mimo tego, że byli w młodzieżówkach a nie dzięki nim. Rzucenie niedojrzałego człowieka w wielką politykę, uczestnictwo w kampanii, powoduje, że widzisz w polityce jej brudną stronę. Przejmują złe cechy polityków, w najgorszym tego słowa znaczeniu. Najważniejsze jest trzymanie się posła, który ciągnie mnie w górę, wycinanie konkurencyjnej frakcji partii, mija ideowa fascynacja, która zmienia się w zimną kalkulację. Znam ludzi po organizacjach młodzieżowych, którzy nie mają żadnych poglądów. To pokazuje też głosowanie za życiem. Jak można robić tutaj badanie fokusowe: czy się to opłaci. A takie badania niektórzy posłowie robili. To mnie przeraża.

 

Zabrakło 5 głosów.


- Ale to nie była porażka. Są szanse. Gdyby PO nie wprowadziła dyscypliny w sprawach moralnych (chyba pierwszy raz ktoś to zrobił po 89 roku) to kilku posłów mogłoby poprzeć tę ważną sprawę. Niemniej to głosowanie to dobra prognoza. Większość społeczeństwa chce realnej ochrony życia. Środowiska „za wyborem” – zawszę dodaje „za wyborem do zabijanie swoich dzieci” - nie skutkują.

 

Masz jakieś swoje polityczne credo?

 

- Czuję się współodpowiedzialny za to, co mnie otacza. A moje credo to przyrzeczenie harcerskie czyli służba Bogu i Polsce. Staram się być temu wierny.

 

Rozmawiał Jarosław Wróblewski