Wniosek został złożony już 19 dni po urodzeniu Blue Ivy. Para jest znana z tego, że potrafi niemal wszystko zamienić w złoto. Jay Z i Beyonce, którzy notabene są bardzo zdolnymi muzykami, są mistrzami w tej dziedzinie, choć nie są jedynymi tak pomysłami gwiazdami. Amerykańscy celebryci od lat nauczyli się wykorzystywać swoje dzieci do zarabiania ogromnej kasy. Sprzedawanie brukowcom zdjęć coraz młodszych pociech jest już za oceanem standardem. Brad Pitt i Angelina Jolie za pierwsze zdjęcia swoich bliźniaków Knoxa i Vivienne, które opublikował magazyn „People” dostali około 15 milionów dolarów. Jenifer Lopez zgarnęła 6 mln, zaś Britney Spears dostała około 2 mln od brukowca. Trudno nie skusić się na taką kasę, szczególnie jeżeli przeznacza się ją na cele charytatywne, jak podobno zrobiła „Bradgelina”. Czym innym jednak jest nazwanie dziecka jak produktu, by potem móc na nim zarabiać.


Trudno nie podejrzewać, że „B” i Jay-Z nazwali swoją pociechę w tak dziwaczny sposób właśnie z powodu przyszłych profitów. „Blue Ivy” już teraz kojarzy się z perfumami, żelem pod prysznic, matką ciuchów czy nawet linią lotniczą. Jest to naprawdę ciekawa nazwa i przyciąga uwagę, jak zresztą wszystkie produkty słynnej pary. W moim przekonaniu wszystko byłoby ok., gdyby ta nazwa nie dotyczyła dziecka, które będzie musiało egzystować ze swoim imieniem przez całe życie. Oczywiście dziecko celebrytów będzie wychowywało się w środowisku, gdzie obowiązują inne standardy i imię Blue Ivy nie jest niczym szokującym. W końcu dziecko Gwyneth Paltrow nazywa się Apple zaś pociecha Alicii Key zwie się Egipt. Z drugiej strony wielu celebrytów traktuje swoje dzieci jak przedmioty, które mają im pomóc w ociepleniu wizerunku. Czyż adopcja afrykańskich sierot nie ma na celu lansu gwiazd? Niestety przedmiotowe traktowanie drugiego człowieka jest nagminne w show biznesie. W gruncie rzeczy na tym właśnie polega przetrwanie w tej dżungli. Może stąd wynika zupełnie irracjonalne poparcie przez celebrytów aborcji, która jest najjaskrawszym przykładem uprzedmiotowienia człowieka. Nie łączę oczywiście działań Beyonce z zabijaniem dzieci nienarodzonych. Robienie tego byłoby wielkim nadużyciem. Chodzi mi tylko o sposób rozumowania niektórych osób, którzy nie dostrzegają uczuć osobnego bytu, jakim jest dziecko. Oczywiście pociecha Beyonce i Jaya Z może być w przyszłości wdzięczna, że samym swoim imieniem będzie w stanie zarabiać krocie. Któż by nie chciał takiego życia? Jednak równie prawdopodobne jest to, że nie będzie ona chciała egzystować w showbizesie i wybierze inną drogę życiową. Czy świadomość, że rodzice wybrali jej imię by móc na nim zarabiać, nie wpłynie na jej psychikę? Jaki będzie następny krok amerykańskich  celebrytów? Biznesplan przed zapłodnieniem?  

Łukasz Adamski