Salezjanin pisze, że  "wychowanie jest zadaniem delikatnym, ponieważ wymaga równocześnie miłości i dystansu, łagodności i stanowczości, cierpliwości i zdecydowania. Taka postawa wymaga od rodzica i wychowawcy nie tylko serca, lecz zdrowego rozsądku, trzeźwości i równowagi”. Nie powinno się jednak wyręczać w wychowaniu tylko szkołą. "Bywa jednak, że rodzice czynią szkołę placówką odpowiedzialną za wychowanie swoich dzieci. Nauczyciele natomiast uważają, że szkoła przede wszystkim ma przekazywać wiedzę, wychowanie natomiast jest obowiązkiem opiekunów, jeśli go nie spełniają to pedagodzy czują się bezradni. W ten sposób zrzucamy na siebie nawzajem odpowiedzialność za dziecko, nie traktując tym samym wychowania jako procesu ciągłego i całościowego, obejmującego różne aspekty życia. A wychowanie jest wartością nadrzędną wobec nauczania.

 

Szkoła i dom są obecnie uważane za odrębne rzeczywistości. A uczeń jest przecież jedną rzeczywistością, która łączy oba te środowiska i nie da się w nim tego rozdzielić. Byłby to bowiem podział sztuczny. Uczeń, który przechodzi trudności w domu nie będzie się najprawdopodobniej dobrze uczył. Porażki ucznia w szkole nie pozostaną bez wpływu na jego zachowanie w domu. Bo nawet jeśli bycie uczniem i dzieckiem rodziców to dwie różne role społeczne, to nie da się zapomnieć, że odgrywa je ta sama osoba. Młody człowiek jest kształtowany przez oba te środowiska i oba mają na niego wpływ. Problem polega na tym, aby działania obu tych środowisk zintegrować na tyle, by były one spójne. Wspólny interes, jakim jest ukształtowanie osobowości dziecka-ucznia, powinien obligować rodziców i nauczycieli do traktowania siebie nawzajem jako partnerów w procesie wychowania."

 

Salezjanim podkreśla jak ważna jest odpowiednia współpraca. „By rodzice nie czuli się intruzami w szkole, nie można budować barykad i bronić zaciekle swego zdania, że ja jako pedagog wiem więcej, wiem jak uczyć, potrafię lepiej wychowywać, mam lepsze przygotowanie. Taka postawa rodzi niepokój, dochodzi do wzajemnego obwiniania się za wychowawcze niepowodzenia i klęski, mierząc, kto popełnił więcej błędów, rodzina czy szkoła. W takiej sytuacji przegranym zawsze będzie dziecko.

 

Teraz, rozstrzygając spory rodzic – szkoła, robi się to po pierwsze „z pozycji władzy” (zwycięża silniejszy) – rezultatem jest zniszczenie, zerwanie relacji, frustracja; czasami też „z pozycji prawa” (rozstrzygnięcie korzystne tylko dla jednej ze stron) – rezultatem są urazy, poczucie niesprawiedliwości, oddalenie się od siebie. Tymczasem powinno być „z pozycji interesów” (wyjście korzystne dla wszystkich) – rezultatem jest szacunek, zadowolenie, satysfakcja, współpraca. Ani władza bowiem, ani najlepsze prawa nie zastąpią prawidłowych relacji osobowych nauczyciel – rodzic tworzonych przez pryzmat wspólnoty interesów, jakim jest prawidłowe ukształtowanie osobowości młodego człowieka” – pisze ks. Zioło.

 

Polecamy cały artykuł: donbosco.salezjanie.pl

 

JW/Donbosco.salzjanie.pl