Prokuratura wnosiła o areszt tymczasowy dla mężczyzn. Śledczy mają setki wydruków z komunikatorów internetowych, w których mężczyźni mówią o seksie z dziećmi. Rozważają gwałt na dwulatku, piszą o marzeniach, żeby zrobienić "to" z noworodkiem. Zauważają, że matki nie pilnują dobrze dzieci na placach zabaw i można by je porwać. Zastanawiają się, gdzie można wykorzystać dziecko, np. w aucie. Jednak prokurator uznał, że prowadzenie takich rozmów w internecie to nie jest przestępstwo.
Prokuratura miała jednak również dowody, że podejrzani wymieniali między sobą dziecięcą pornografię, za co grozi do 8 lat więzienia. Prokuratura wystąpiła więc o tymczasowe areszty. Argumentowała to wysoką karą, jaką grozi zatrzymanym, oraz obawą matactwa.
W środę sąd warszawskiej Pragi zwolnił ich jednak. Nie zastosował dozoru policyjnego czy zakazu opuszczania kraju. Mężczyźni tłumaczyli, że przesyłane przez nich materiały to tylko fantazje.
- Sąd, powołując się na orzeczenie Sądu Najwyższego, uznał, że nie można w tym przypadku mówić o rozpowszechnianiu. Chodziło o zamknięty zidentyfikowany krąg odbiorców. Z rozpowszechnianiem mamy do czynienia w przypadku szerszego, bliżej nieokreślonego kręgu - mówi sędzia Marcin Łochowski, rzecznik sądu Okręgowego Warszawa-Praga. - Sąd uznał, że można tu mówić co najwyżej o posiadaniu pornografii dziecięcej. Nie zachodzi też obawa matactwa, bo dowody są zebrane.
Orzeczenie, na które powołał się sąd, pochodzi z 1987 r., gdy nie było internetu, a kodeks karny "nie dostrzegał" zjawiska pornografii dziecięcej.
żar/Tvn24.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

