Dzisiaj, 17 lutego, stolica Kambodży Phnom Penh żyje tylko jednym wydarzeniem - po 30 latach rozpoczął się pierwszy proces odpowiedzialnych za zbrodnie reżimu Czerwonych Khmerów.

Przed specjalnym trybunałem ONZ, w stolicy państwa stanie były komendant najważniejszego reżimowego centrum tortur. Będzie jednym z pięciu Czerwonych Khmerów, którzy staną przez trybunałem ONZ. Zawarcie porozumienia pomiędzy rządem Kambodży a ONZ w sprawie powołania Trybunału ONZ ds. osądzenia zbrodni popełnionych przez Czerwonych Khmerów (ECCC) nie przebiegało łatwo. Ostatecznie porozumienie zawarto w 2003 roku.

Oskarżony to Kang Kek Ieu, alias „Duch". Dzisiaj ma 67 lat i jest byłym nauczycielem matematyki. W latach 70-tych zarządzał morderczym obozem S-21. Wprowadzony przez „Ducha" system brutalnych tortur miał zapewnić przyznanie się więźniów do wszystkich postawionych im zarzutów. Strażnikami w obozie byli specjalnie przeszkoleni chłopcy w wieku od 12 do 15 lat. Z 17 tys. przetrzymywanych w Tuol Sleng przeżyło tylko 12 osób (w chwili obecnej żyją już tylko 4 osoby).

 

Nawrócenie zbrodniarza

Po obaleniu reżimu Czerwonych Khmerów „Duch" uciekł do Tajlandii, a w czerwcu 1986 roku udał się do Chin, gdzie w Pekińskim Instytucie Języków Obcych nauczał języka khmerskiego. Po powrocie do Tajlandii pracował jw niewielkiej wiosce jako nauczyciel. Gdy zamordowana została jego żona, „Duch" zaczął uczęszczać do kościoła i przyjął chrzest. Po powrocie do Kambodży współpracował z World Vision, chrześcijańską organizacją niosącą pomoc humanitarną. W 1999 roku, irlandzki dziennikarz Nic Dunlop odnalazł go i przeprowadził z nim wywiad. Duch przyznał się w nim do popełnionych zbrodni. Kilka dni po opublikowaniu wywiadu w „Far Eastern Economic Review", został aresztowany.

Według Dunlopa, „Duch", jako bliski współpracownik Pol Pota może "wyjaśnić w jaki sposób podejmowano decyzje o egzekucjach i potwierdzić, że masowe morderstwa były częścią świadomej polityki rządu. To właśnie w wywiadzie z Dunlopem „Duch" przyznał, że pozostali przywódcy Czerwonych Khmerów doskonale wiedzieli, co się działo w kierowanym przez niego więzieniu.

Sartre i Pol Pot - mistrz i uczeń

Początek tej tragicznej historii jest dość odległy. W 1925 roku przyszedł na świat Saloth Sar - późniejszy dyktator Kambodży. W młodości mnich buddyjski, potem nauczyciel i członek Komunistycznej Partii Kambodży.

W latach 1949 - 1953 mieszkał w Paryżu, gdzie otrzymał stypendium rządowe na studia techniczne. Tuż po swoim przyjeździe do Francji włączył się aktywnie w działalność koła francuskiej partii komunistycznej, w którym rozwijał swoje fascynacje ideologią marksistowską. Saloth Sar zupełnie nie interesował się swoimi studiami. Nigdy nie udało mu się uzyskać żadnego certyfikatu, ani żadnego dyplomu. Swój czas poświęcał niemal wyłącznie na kontakty i dyskusje towarzyskie.

To w murach Sorbony poznał guru europejskiej lewicy Jean Paul Sarte'a, ale także Yeng Sary'a i Khieu Samphan'a - przyszłych przywódców Czerwonych Khmerów, autorów jednego z najbardziej brutalnych ludobójstw w historii ludzkości. Czym się skończyły te młodzieńcze fascynacje i filozoficzne dyskusje z Sartrem?

Sar zostaje Potem

W 1960 roku Sar zostaje jednym z założycieli Komunistycznej Partii Kambodży, a w latach 1963-1979 jest jej sekretarzem generalnym. Dowodził oddziałami zbrojnymi Czerwonych Khmerów. Nie ukrywa fascynacji ideologią Chińskiej Republiki Ludowej z okresu rewolucji kulturalnej oraz myślą Mao. Pol Pot - to imię nadane mu przez władze chińskie oznaczające skrót Politique potentielle - polityka potencjalna. Jaki był jego potencjał?

Między kwietniem 1975 a styczniem 1979 roku, mała zrewolucjonizowana frakcja kierowana przez „intelektualistów" marksistowskich, często mających ukończone studia we Francji, doprowadziła do ludobójstwa populacji Kambodży. Zmasakrowali od 1,7 do 2 milionów swoich rodaków, których ogółem było 7,5 miliona.

W 1975 roku, gdy zakończyła się wojna wietnamska, partyzanci obalili rząd, a Pol Pot zmienił nazwę kraju na Demokratyczna Kampucza i rozpoczął jedną z najkrwawszych dyktatur XX wieku. Kraj miał się według niego składać wyłącznie z chłopów finansujących ekonomię kraju poprzez wzrost produkcji rolnej. Niestety, cała produkcja rolnicza szła na eksport, ludzie zaś umierali z głodu. Szacuje się, że w „Demokratycznej Kampuczy" zginęło około 1/4 ludności kraju, a liczba mieszkańców stolicy - Phnom Penh, wskutek przymusowych wysiedleń zmalała z 2 milionów do 23 tysięcy mieszkańców.

 

MaRo/JaLu/haniashen.blogspot

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »