Co czwarta kobieta po czterdziestce i prawie 13 proc. wszystkich związków (małżeńskich lub partnerskich) poddających się zapłodnieniu in vitro lub innej terapii wspomaganego rozrodu, dostaje na nie pieniądze od rodziców jednej ze stron – informuje portal Human Life International.

Dziadkowie, zniecierpliwieni brakiem wnuków, dokładają do in vitro swoich dzieci średnio 5,4 tys. funtów. Najczęściej dokładają się do najdroższych pozycji w procedurach in vitro – opłacają diagnozowanie płodności, leki stymulujące owulację oraz pokrywają koszty pobrania gamet z banków komórek rozrodczych.

Dziadkowie płacąc za sztuczne zapłodnienie nie baczą na przekazywane przez media coraz częstsze ostrzeżenia przed groźnym wpływem zabiegów zarówno na zdrowie na zdrowie kobiet, jaki i na późniejsze relacje małżeńskie. Badania przeprowadzone na próbie ponad 3 tys. kobiet, które skorzystały z zapłodnienia pozaustrojowego wykazały, że co trzecia para doświadcza w efekcie pogorszenia wzajemnych relacji, a 5 proc. par rozpada się – podaje HLI za "The Times".

Badania kobiet, którym zapłodnienie in vitro opłacili rodzice lub teściowie wskazują, że są one pod silną presją oczekiwań sponsorów. Stale przepytywane, czy dziecko już się poczęło, kobiety doświadczają wzmożonego poczucie winy jeśli coś się nie powiedzie. Czują, że pieniądze zostały "wyrzucone w błoto".

Wprawdzie efektywność sztucznego zapłodnienia jest wyższa niż przed laty, to i tak dla pań przed 35 rokiem życia, w najlepszych klinikach efektywność wynosi zaledwie 28 proc. Z każdym kolejnym rokiem efektywność jest już coraz mniejsza. Spada do 23,6 proc. wśród kobiet w wieku od 35 do 37 lat. Dla kobiet w przedziale wiekowym 38-39 wynosi zaledwie 18 proc., a dla tych w wieku od 40 do 42 lat - już tylko nieco ponad 10 proc.

AJ/Hli.org.pl

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »