- Nie do końca znam tych księży. Kilku z nich to wybitni naukowcy. I trochę się dziwię, że poszli tak bardzo politycznie. Jak się prześledzi całą listę tych zacnych postaci - to są to ludzie których łączy przekonanie, że 20 czerwca będzie albo moment odbicia i złapania oddechu albo koniec Polski – skomentował poparcie przez pięciu duchownych i zarazem wykładowców Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II kandydatury Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta.
Duchowny stwierdził też, że poparcie konkretnych polityków zawsze źle się dla Kościoła kończy. - To się skończyło wielką porażką - wygraną lewicy w 1993 roku. Pamiętam, że dla wielu księży to był szok: jak to, ludzie nas nie słuchają? - tłumaczył kapłan w audycji „OFF Czarek” w Radiu TOK FM.
Mimo swojego rzekomego sprzeciwu wobec zaangażowania się księży po stronie konkretnych kandydatów, nie omieszkał wyjaśnić słuchaczom rozgłośni, na kogo sam zagłosuje. - Jeden ksiądz powiedział mi wprost: to jest sytuacja kiedy mogę zawiesić zasadę, że kościół nie powinien się angażować w politykę - bo tu chodzi o większą wartość. (...) Czy wygranie wyborów przez Jarosława Kaczyńskiego może być dla niego taką większą wartością? Być może tym się różnimy, bo ja oddam głos na całkiem innego kandydata - Bronisława Komorowskiego, to jest decyzja obywatela Kazimierza Sowy. Ale jak wygra inny kandydat, to wcale nie będę twierdził, że mamy do czynienia z końcem świata – mówił dyrektor stacji Religia TV.
sks/Gazeta.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

