Herrero przyjechał do Wenezueli na zaproszenie tamtejszej opozycji. Miał być obserwatorem dzisiejszego referendum w sprawie zniesienia ograniczeń co do liczby kadencji urzędników, także ilości kadencji tamtejszego prezydenta Hugo Chaveza.
Komisja wyborcza uznała jednak Herrero za persona non grata. Powód? Hiszpan wygłaszał - zdaniem komisji - "obraźliwe oświadczenia". Za takie uznano bowiem krytykę decyzji o przedłużeniu czasu otwarcia lokali wyborczych. Eurodeputowany wspomniał, że taka okazja sprzyja oszustwom. I to już komisji wystarczyło.
Na domiar złego, gdy przedstawiciele wenezuelskiej opozycji powiedzieli mu, jak Hugo Chavez grozi oponentom, Herrero wyraził niedopuszczalną opinię, że "takie zachowanie jest typowe dla dyktatury". Nazwanie Chaveza "dyktatorem" - tego już było za wiele. Hiszpana niezwłocznie wsadzono do samochodu i odwieziono wprost na lotnisko.
Tymczasem zaproszenie od opozycji na konferencję o demokracji na uniwersytecie w Caracas otrzymał także Lech Wałęsa. Najpierw Hugo Chavez zapowiedział, że Wałęsa do Wenezueli nie wjedzie, potem jednak nieco złagodził ton i ostatecznie na przyjazd zezwolił. Zaznaczył jednak od razu, czego były polski prezydent może się spodziewać. - Lech Wałęsa może odwiedzić Wenezuelę, by wesprzeć przeciwników prezydenta Hugo Chaveza, ale władze będą uważnie przyglądać się jego działaniom - oświadczyły w środę wenezuelskie władze.
Dziś w referendum Wenezuelczycy zdecydują, czy Hugo Chavez pozostanie u władzy na nieograniczoną ilość kadencji. Potrzebna jest do tego zmiana ustawy zasadniczej. Obecnie konstytucja przewiduje, że Chavez nie mógłby już kandydować po 2012 roku.
AJ/Tvn24.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

