Ksiądz Zbigniew Grygorcewicz był aktywnym kapłanem w Borysewie. Oprócz posługi kapłańskiej udzielał się społecznie, zbudował przy kościele boisko, organizował imprezy kulturalne. Niestety dwa dni przed wigilią otrzymał informację, że władze nie przedłużają mu pozwolenia na działalność duszpasterską na terenie Białorusi. Swej decyzji nie uzasadniły.
Kapłan nie kryje rozgoryczenia. – Gdy na pasterce powiedziałem wiernym, że muszę wyjechać, byli w szoku, niektóre kobiety płakały – mówi ks. Grygorcewicz. – Myślę, że wydalają mnie za zbytnią aktywność społeczną – dodaje.
Nie wyklucza, że szczególnie naraził się władzom we wrześniu, kiedy organizował Festiwal Muzyki Chrześcijańskiej. – Tuż przed jego rozpoczęciem panie z wydziału ideologii kazały go odwołać – opowiada duchowny. - Zamiast ogłosić rozpoczęcie festiwalu, poinformowałem ze sceny, że z woli władz impreza się nie odbędzie. Sposób, w jaki powiadomiłem publiczność o odwołaniu festiwalu, władze prawdopodobnie potraktowały jako akt niesubordynacji – stwiedza ks. Zbigniew.
Choć, jak twierdzi, ani razu nie złamał białoruskiego prawa, polski duchowny nie jest zdziwiony decyzją władz. - Są bezkarni, robią co im się podoba – stwierdza kapłan.
W zeszłym roku wicepremier Białorusi Aleksandr Kosiniec stwierdził, że w ciągu siedmiu lat z kraju mają zniknąć wszyscy księża, którzy posiadają obce obywatelstwo. Spośród prawie 400 księży pracujących w tym państwie ok. 180 to Polacy.
sks, Rz
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

