Kinga Dunin zdecydowała się przedstawić, jak wyobraża sobie wizję świata obrońców życia. „20–25 proc. kobiet to dzieciobójczynie. Tyle samo mężczyzn pewno ma w tym swój udział i większość o tym wie. Może nie jesteśmy gotowi o tym mówić publicznie, ale zapewne z kimś rozmawiamy? Z przyjaciółką, kumplem, z kimś z rodziny. A ci czasem powtarzają dalej. Przy takiej powszechności można założyć, że każdy musiał się o to otrzeć, wszyscy w jakimś sensie są to dzieciobójstwo zamieszani” - oznajmia. I kontynuuje. „Co trzecia kobieta wśród nas jest morderczynią, zabiła własne dziecko, a reszta to jej cisi wspólnicy, ci, którzy wiedzą, ale milczą, albo wręcz tacy, którzy ją do tego nakłaniali, kto wie, czy nie zmuszali. Zobaczmy to w autobusie, na ulicy, w kościele. W gronie znajomych, w pracy. Tak chyba widzą świat Terliki, a to z kolei musi mieć wpływ na ich równowagę psychiczną, na stosunek do innych, na sposób budowania własnej tożsamości. Takie życie w świecie, gdzie wszyscy są zamieszani w zbrodnię. Nie wiem, jak można to wytrzymać, i naprawdę współczuję. Co tam traumy historyczne, to jest dopiero „wyparte” naszej kultury” - kończy.
I choć trudno mi nie zgodzić się z tezą, że wyparcie aborcji i zespołu poaborcyjnego ma ogromne znaczenie i niewątpliwie wpływa na Polaków, a także nie oddać Kindze Dunin tego, że prawdziwie opisała sytuację, to jednocześnie spieszę zapewnić, że jakoś sobie z psychiką radzę. Dramat dzieciobójstwa daje się do przeciwstawiania się mu, a nie skłania do załamywania rąk, a świadomość liczby dotkniętych nim osób wymusza zaangażowanie w pomoc także dla nich. A do tego dochodzi jeszcze wiara, która wciąż na nowo uświadamia, że istnieje Lekarz, który przyjmuje z miłością zabite dzieci, może wybaczyć zabójcom i wreszcie może uzdrowić rany, te społeczne i te jednostkowe, wywołane aborcją. I w Nim pokładam nadzieję, On jest dla mnie Opoką, dzięki której zachowuje równowagę i siły do działania.
Tomasz P. Terlikowski
