Prof. Antoni Dudek, historyk i politolog, Uniwersytet Jagielloński:
Logika systemu, jaki mamy w Polsce, dyktuje prezydentowi mianowanie na premiera człowieka, który może liczyć na większość sejmową. Oczywiście najłatwiej taką zgromadzić liderowi największego ugrupowania, ale nie musi tak być. Przypomnę choćby rządy Jana Olszewskiego, który nie pochodził z największej partii w sejmie 1991-1993, ale czasowo udało mu się zebrać za sobą większość parlamentarną. Możliwa jest więc koalicja partii mniejszych przeciwko największej partii. Jest oczywiste, że Bronisław Komorowski powiedział, że nie musi mianować lidera największego ugrupowania w kontekście Jarosława Kaczyńskiego, z którym jest w głębokim konflikcie.
Gdyby Bronisław Komorowski desygnował innego premiera, niż lidera największego stronnictwa, to nie spowodowałby w ten sposób żadnego kryzysu politycznego. Jego kandydat mógłby uzyskać większość w parlamencie, a gdyby jej nie zebrał, to kolejny krok należy do sejmu i gdyby ten wyłonił większość, to prezydent nie mógłby się temu przeciwstawić. Do gry wróciłby dopiero w sytuacji, w której partie sejmowe nie mogłyby się porozumieć co do osoby premiera – wtedy miałby do wyboru rozpisać nowe wybory, albo mianować na pół roku mniejszościowego premiera prezydenckiego. Nasza konstytucja ma wiele wad, ale tę kwestię reguluje bardzo dobrze. Gdy była uchwalana, mieliśmy niezbyt dobre doświadczenia z prób osłabiania większości przez Lecha Wałęsę.
Wypowiedź prezydenta dla „Newsweeka” oczywiście nie była dobrą wypowiedzią. Istotą demokracji jest m.in. dążenie do tego, by ster rządów przejmował przedstawiciel największej siły w państwie. Nawet jeśli wydaje się, że nie ma on szans na stworzenie bezpiecznej większości, to przynajmniej należy mu ją dać. Istnieją niepisane reguły, których należy się trzymać. Bronisław Komorowski niepotrzebnie wyprzedza rzeczywistość.
not. sks
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

