Prof. Antoni Dudek, historyk, politolog: Jest wiele sposobów rozumienia pojęcia naród. W myśli politycznej mówi się m.in. o liberalnym i konserwatywnym podejściu do tej sprawy. To, co głosi Prawo i Sprawiedliwość, to jest konserwatywna definicja narodu. Platforma pojmuje natomiast naród w sposób liberalny. W tym sposobie patrzenia na naród najważniejsze są prawa mniejszości. Obecny spór o „narodowość śląską” nie jest więc dla mnie zaskakujący. To po prostu konflikt między partią konserwatywną a liberalną.

Zgadzam się z orzeczeniem Sądu Najwyższego, że nie ma czegoś takiego jak narodowość śląska. Jednak z drugiej strony, uważam, że tożsamości śląskiej nie można utożsamiać z kryptoniemieckością. Cofnijmy się na chwilę do historii Powstań Śląskich i referendum, dotyczącego przynależności Górnego Śląska. Należy pamiętać, że większość ludzi, uważających się za Ślązaków, opowiedziała się wtedy za przynależnością do Polski. Zrobiła to jednak za cenę konkretnych ustępstw państwa polskiego. Ich symbolem była autonomia śląska i istnienie sejmu śląskiego. Jednak Ślązacy mogli tego nie żądać, tylko opowiedzieć się za przynależnością do Niemiec. Wtedy plebiscyt byłby dla Polski mniej korzystny. Ja bym więc nie stawiał sprawy w taki sposób, jak w raporcie PiS, że Ślązacy są Polakami albo Niemcami. Dla mnie istnieją Polacy o autoorientacji śląskiej czy kaszubskiej.

Problem ze Ślązakami stanie się poważny, jeśli Ruch Autonomii Śląska zacznie formalnie głosić hasło secesji terytorialnej. Dopóki postulaty dotyczące śląskości będą ograniczone do sfery kulturalnej, ja nie widzę zagrożenia. Ono się pojawi, jeśli ze strony autonomistów zaczną płynąć postulaty polityczno-ustrojowe dotyczące secesji.

Ja dystansuję się od obu stron w sporze o narodowość śląską. Dla mnie obie strony przesadzają i próbują tę sytuację rozgrywać politycznie. Platforma Obywatelska za bardzo podkreśla znaczenie mniejszości śląskiej czy kaszubskiej. Regionalizmy w Polsce nie są znaczącą sprawą. Z drugiej strony PiS kontruje, wieszcząc problemy secesjonistyczne, które moim zdaniem nie są poważne.

Dziwi mnie, że w kraju, który ma gigantyczne problemy z innymi obszarami – choćby w infrastrukturze transportowej czy energetyce, politycy z różnych orientacji zajmują się sprawami, które nie są pierwszoplanowe. Są kraje w Europie, w których kwestie etniczne są sprawami fundamentalnymi. Tak jest choćby w Hiszpanii czy Belgii, które stoją na krawędzi rozpadu z powodów etnicznych. Jednak Polska jest obecnie od tego szalenie odległa. Zadziwiające, że politycy mają czas, żeby się zajmować właśnie tymi sprawami. Mogliby się zająć kwestiami znacznie pilniejszymi, a nie obecnie - w moim odczuciu – drugorzędnymi.

Not. żar

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »