A wszystko dlatego, że tym razem muzeum zdecydowało się pochylić nad pytaniem o sztukę narodową. I sięgnęło po przestrzenie artystyczne, których dotąd nie eksponowało. Zamiast lewicowych performanców pokazało okładki Frondy i Pressji, obrazy Dowgiałły, projekty pomników ofiar smoleńskich, a także pokazy kibiców Legii czy niesamowite murale. I nagle okazało się, że oskarżana nieustannie o brak zdolności artystycznych konserwatywna czy narodowa część naszej opinii publicznej świetnie sobie radzi. I prezentuje dzieła w niczym nie ustępujące uznanym artystom. Religia, naród, normalność – to wartości równie (a nawet bardziej) płodne artystycznie, jak kosmopolityzm, tolerancjonizm czy postmoderna.




