Nie mam wątpliwości. Ludzie – zarówno mężczyźni i kobiety, młodzi i starzy powinni mieć równe szanse. A pierwszą z nich jest szansa na przeżycie. I dlatego, jeśli chcemy rzeczywiście walczyć o równe szanse, to trzeba zawalczyć o to, by każdy miał równą szansę, by się narodzić. Bez takiej szansy nie ma mowy o żadnej innej równości. Jeśli społeczeństwo czy własna matka może skazać na śmierć człowieka tylko dlatego, że jest młodszy (a często dlatego, że jest kobietą) to każda inna równość szans jest fikcją.

Nie inaczej jest z przemocą. Walczmy z nią, pamiętając jednak, że podstawową formą przemocy jest zabijanie. A przecież właśnie za zabijaniem są feministki. Podczas tegorocznej Manify w Warszawie (nie tylko zresztą) niesione były transparenty: „Aborcja prawem kobiety” (nie jest jasne, czy chodzi również o te kobiety, które są abortowane), które pokazały, że przemoc jest przez feministki pochwalana, jeśli tylko dotyczy kobiet i mężczyzn młodszych od nich.

Ale zapewniam, że jeśli panie zdecydują się na autentyczną walkę o równe szanse i przeciw przemocy to chętnie się do nich dołączę. A na razie, jako że panie zwyczajnie ściemniają i ani nie walczą o równe szanse, ani nie są przeciw przemocy, to niech łążą same. Reprezentując te kilkadziesiąt pań, które idą z nimi. Większość kobiet w Polsce na szczęście nie uważa bowiem zabijania własnych dzieci za prawo...

Tomasz P. Terlikowski