Od razu wyjaśniam  - jestem mężczyzną, ale żona patrzy mi przez ramię.

Z pewnością drogie żony uwielbiacie oglądać filmy romantyczne o rycerzach, którzy z narażeniem życia bronią czci i godności swoich dam. Utożsamiacie się z bohaterkami tych filmów, które z przejęciem, wielką trwogą i na kolanach błagają Boga, aby  podczas tych zmagań nie zostali pokonani.

I tu chciałbym zwrócić uwagę na szczególnego mężczyznę w twoim życiu – twojego męża. Seksualizacja współczesnego świata przełamuje kolejne bariery, pornografia jest na wyciagnięcie ręki, a nawet bliżej, bo wystarczy niewielki ruch nadgarstka.

Na każdym kroku twój mężczyzna jest bombardowany seksem: w drodze do pracy (bilbordy), w pracy, w sklepie, w kinie, przed telewizorem, nie wspominając już o internecie. Codziennie musimy stawiać temu opór, być czujnym, aby nie wpaść w zasadzkę. Wyposażony  w zbroję wierności i miecz uczciwości musi codziennie wyruszać w świat i walczyć.

Wielu młodych ludzi niewłaściwie edukowanych w tej dziedzinie lub w ogóle, zostaje okaleczonych i nie potrafią właściwie panować nad swoją seksualnością. Nikt im nie powiedział, że w dorosłym życiu będą toczyć wiele bitew i że wcześniej muszą wykuć dla siebie odpowiednią zbroję. Zapewne znaczna ich część pragnie należeć do tej elity rycerzy bohaterów zwycięsko wracających w objęcia swoich wybranek, czyli żon.

A jaką jesteś ty wybranką, czy dbasz o swego rycerza, czy tylko marzysz o takim.  Po kilku latach małżeństwa jak uczestniczysz w budowaniu waszej więzi i czy na każdej płaszczyźnie (fizycznej, psychicznej i duchowej)? A może uważasz, że seks owszem, ale bez przesady?

Kiedy Bóg przyprowadził Adamowi Ewę to pierwszą jego rekcją był zachwyt! Ona nie wypowiedziała jeszcze żadnego słowa, więc czym go zachwyciła? Przypominam byli nadzy. Dzisiaj ta myśl Boga obowiązuje nadal, trudniejsza w realizacji, ale obowiązuje – czy tego chcesz czy nie, jest zorientowany na ciało i bliskość cielesną. Nie staraj się tego zrozumieć, bo nie dasz rady, ale co ważniejsze  to ty jesteś odpowiedzialna za nadanie głębokiego  sensu temu pragnieniu, które ma prowadzić do komunii w każdym wymiarze człowieczeństwa.

Musi być taki moment w codziennej walce dzielnego bohatera, kiedy zdejmie zbroję, a jego dama opatrzy rany, rozmasuje napięte mięśnie, tudzież inne członki. Pozbawiając go tej wyjątkowej bliskości (bez ważnych powodów np. choroba) pozbawiasz go godności i narażasz na wieczne potępienie, a nie masz do tego żadnego prawa!  Mężczyzna powołany do małżeństwa bez twojego pełnego zaangażowania w akcie małżeńskim, nie będzie potrafił realizować swojego zadania jakie mu powierzył Stwórca.

Co byś powiedziała, gdyby ktoś zabronił ci wyrażać miłości do twego dopiero co narodzonego dziecka, nie pozwalał brać je w ramiona, całować, pielęgnować itd. Tak przeżywa i chce wyrażać swą miłość twój mąż. Lekceważąc to pragnienie (mówiąc np.: „on myśli tylko o jednym” albo „wszystko mu się z jednym kojarzy”) zamykasz mu drogę do pełnej wewnętrznej integracji duszy i ciała, a tym samym drogę do samej siebie. Tak jak dziecko bez czułości fizycznej będzie się źle rozwijało tak samo będzie z waszym małżeństwem – i pozostanie ci tylko nędzna komedia romantyczna oraz wzdychanie.

Tak a propos, filmów romantyczny – żony często są w stanie wygospodarować 2 h na taki film, natomiast na spotkanie w sypialni to już gorzej, bo jest tyle pracy, że późno idzie spać i jest już tak zmęczona. Po latach zaniedbań nie spodziewaj się, że twój mąż będzie czułym i wrażliwym na twoje potrzeby kochankiem.

Z perspektywy moich doświadczeń widzę, że te filmy (w dużym uogólnieniu) to „intelektualna pornografia” dla kobiet – mechanizmy działania są te same co w typowym filmie pornograficznym: sceny oderwane od rzeczywistości, kobieta po takim filmie jest pobudzona emocjonalnie i chętna na zbliżenie (może to i plus, ale czy uczciwy?), powoduje uzależnienie – prostsze jest obejrzenie takiego filmu niż przeżycia w realu.

Jeżeli już podniosłem ci ciśnienie, bo czepiam się was kobiet to spieszę z wyjaśnieniem, że nie to jest moim zamiarem – źródłem problemów małżeńskich jest zarówno niewłaściwa postawa żony jak i męża. Powyższy tekst ma zwrócić uwagę na błędny sposób waszego myślenia, bycie razem to przekraczanie siebie – nie mylić z wychodzeniem z siebie.

Teraz może kilka słów o Adamie.

W Księdze Rodzaju czytamy: „Potem rzekł Pan Bóg: Nie jest dobrze, by człowiek był sam. Uczynię mu pomoc podobną do niego. Ulepił więc Pan Bóg […] dzikie zwierzęta […]. Przyprowadził je do człowieka, aby dowiedzieć się, jak on je nazwie”. Jak widzimy Bóg daje mu zadania, aby zobaczyć jak sobie radzi, czy rozum, którym go obdarzył jest właściwie wykorzystywany. Ten etap to dopiero eliminacja, to jest  „wgrywanie systemu”. Warto też zwrócić uwagę, że Adam właściwie pojmuje plan Boży – próba nawiązania relacji ze zwierzęciem nie udaje się (nie znalazł jednak pomocy odpowiedniej dla siebie).

Po takim podsumowaniu Bóg zauważa, że Adam jest gotowy, już wie, że to co jest jego pragnieniem nie znajduje się w rajskim ogrodzie. Jest gotowy na spotkanie z Ewą, na ostateczne zadanie do którego go przeznaczył. Pan Bóg przygotował niezłą niespodziankę.

Jak na razie wszystko szło zgodnie z przysłowiowym planem (co nie znaczy, że Bóg nie znał późniejszych zdarzeń). Trudności się zaczęły, gdy już razem, we dwoje przystąpili do właściwego zadania jakim było budowanie głębokiej więzi.

I jak to dzisiaj obserwujemy: kobiety trochę bardziej zorientowane w tej tematyce nie zawsze są skore czekać, aż ich małżonek zaskoczy, więc w swoje ręce biorą los ich związku. Czym się to skończyło wszyscy wiemy,  skutki odczuwamy na co dzień.

Kiedy Bóg szuka pierwszych ludzi po złamaniu Jego zakazu, to wzywa Adama, bo to Adam był odpowiedzialny za to wszystko, co się tu wydarzyło, miał chronić Ewę. Papież Jan Paweł II wyraźnie mówi – za los rodziny całkowicie odpowiada mąż.

Jak współcześnie radzi sobie Adam – do momentu zachwytu na widok Ewy, w miarę. Później mają oboje wielkie trudności, których nie potrafią pokonać. Zniechęcony Adam wraca do „opanowywania świata”, z którym radzi sobie coraz lepiej i dochodzi do wniosku, że to jest jego cel istnienia i bez jego pracy świat by się zawalił.

 I tak otoczony dziełami rąk swoich próbuje wejść z nimi w relacje – przykładowy samochód, o którego dba, czyści, pielęgnuje, martwi się, kiedy nie tak pracuje i którym wozi swoją godność. Oczywiście musi się rozczarować, wtedy zmienia na nowszy model i wierząc w to kłamstwo próbuje ponownie i tak w kółko, aż do śmierci. Natomiast swojej Ewie tłumaczy (usprawiedliwia motywy swego działania), że jago praca i poświęcenie jest podyktowane zapewnieniem im godnego życia, wykształceniem dzieci itp.

A przecież w tej działalności, w której czuje się panem i w bardzo wielu przypadkach po prostu realizuje swoje zachcianki (lub gromadzi pieniądze na nie) nie ma nic nadzwyczajnego, to są normalne obowiązki, to tylko oznacza, że potrafię korzystać z talentów, którymi zostałem obdarzony. Poczucie, że robię coś nadzwyczajnego, że zbawiam świat jest błędem – to wszystko co mi zajmuje całe lata Bóg załatwia jedną myślą, więc absolutnie nie to Go interesuje, nie do tego nas stworzył! Prawdziwym wyzwaniem jest dopiero budowanie głębokich relacji, w pierwszej kolejności z żoną, a następnie z dziećmi.

Od tego wyzwania uciekają chłopcy, niedojrzali do roli męża i ojca, którzy swoje samochodziki na baterie zamienili na zabawki napędzane ropą, czy benzyną.

Adamie, pewnie odczuwasz strach przed tym wyzwaniem jakie postawił nam Bóg, a na które zgodziłeś się dobrowolnie (jak byś zapomniał to przypominam: ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską…) i nie tłumacz się (to jest dla chłopców), że spodziewałeś się czegoś innego. Jak wiesz, w świecie, w którym żyjemy każdy sąd może ci powiedzieć: „nieznajomość prawa nie zwalnia z jego przestrzegania”.

Znamy się na wszystkim – posłuchaj siebie co mówisz podczas oglądania wiadomości, albo meczu – ale twoja żona jest zdecydowanie tajemnicą, boś spał, kiedy Bóg stwarzał Ewę. Nie jest to temat do zrozumienia, do tej pory prawie wszystko, czym się zajmowałeś musiałeś najpierw zrozumieć – jedne stworzenia fruwają, to ptaki; inne pływają, to ryby itd., no i nie dziwi fakt, że w takim świecie bezpieczniej jest się poruszać, ale to jest dla mięczaków. W tym przypadku jest inaczej, to zadanie na ćwiczenie woli! Nie wiem, nie rozumiem, a nawet nie czuję, ale muszę działać.

 Może szybko rozczarowałeś się Ewą, ma nawyki, które cię denerwują, postępuje wbrew logice (zaznaczam: naszej logice), dużo gada i ciągle chce, abyś opowiadał co myślisz, ale wierz mi, tak jest dobrze, pojęcie tego zajęło mi kilkanaście lat.

I w końcu muszę to napisać: naszym przeznaczeniem jest miłość, czyli bezinteresowny dar z samego siebie – akt woli, nie uczuć i rozumu (chociaż oczywiście są tam obecne).

Jeszcze ważna rzecz, sami możemy tylko próbować kochać, bo bez interwencji naszego Stwórcy nie jesteśmy w stanie doświadczyć pełni miłości. Stąd tak wiele małżeństw rozpada się, albo żyje sfrustrowanych obok siebie – bo ich więź nie jest napełniona obecnością samego Boga. Problemem jest rezygnacja  z samego siebie, i to bezwarunkowa (a nie: jak ty mi, tak ja tobie) i to jest zadanie godne prawdziwego mężczyzny, powołanego do małżeństwa. Miej odwagę stanąć do prawdziwej walki o szczęście twojej ukochanej i waszych dzieci. Czego tobie i sobie życzę.

 

Jarosław Synak

ViaVeritas.pl - tu znajdziesz słowo, które zmieni Twoje życie

http://viaveritas.pl/ksiazki/224/komplet-wyjdz-za-maz-i-poddaj-sie-oraz-poslub-ja-i-badz-gotow-za-nia-umrzec-via.html

Jeżeli powyższy tekst jest dla ciebie ważny, warty propagowania to zadziałaj konkretnie: