"Szanowny Benedykcie XVI. W Tobie pokładam całą nadzieję. Nie mam już do kogo napisać" - pisze w liście otwartym kobieta. "Zostałam doprowadzona do skrajnej rozpaczy. Rozumiem, że samobójstwo to grzech śmiertelny, ale jestem gotowa spalić się na centralnym placu Kamyszina, aby mer w końcu zwrócił na nas uwagę. Być może wtedy moje dzieci dostaną normalne mieszkanie" – to fragment desperackiego listu, który cytuje serwis lifenews.ru.
Rosjanka napisała go po tym, jak na spotkaniu z merem Kamyszina próbowała wynegocjować lokal zastępczy dla siebie i swoich dzieci. Niewzruszonemu urzędnikowi desperatka zagroziła, że poskarży się prezydentowi Rosji Dmitrijowi Miedwiediewowi i premierowi Władimirowi Putinowi. Urzędnik polecił jej zwrócenie się "od razu" do Papieża.
O desperackim liście kobiety poinformowało Radio Echo Moskwy. Rosjanka mieszka z trójką dzieci w zniszczonym domu, który jeszcze od czasów radzieckich przeznaczony jest do rozbiórki.
eMBe/Onet.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

