W Stanach Zjednoczonych przybyło w tym roku jedynie 477 nowych kapłanów katolickich. To zdecydowanie zbyt mało, aby utrzymać ciągłość duszpasterstwa na obecnym poziomie. Aby zapewnić pełną wymienialność pokoleniową w duchowieństwie, neoprezbiterów musiałoby być trzy razy więcej. Amerykański Kościół doświadcza niezwykle poważnego kryzysu powołań.
Jak podaje „New York Times”, są jednak podnoszące na duchu wyjątki. Dziennik opisuje przypadek dwóch sąsiadujących ze sobą wiosek w stanie Michigan. W jednej z nich mieszka 1200 osób, w drugiej zaledwie 900. Zarazem każda z nich wydała w ostatnich latach po 22 księży oraz łącznie 80 sióstr zakonnych! Także w tym roku były tam święcenia kapłańskie dwóch bliźniaków.
Co odpowiada za tę tak odmienną niż w reszcie kraju sytuację? W obu wioskach panuje niesamowicie pobożny klimat. Codzienna Msza święta, różaniec, brak telewizji, wielkie, nawet 10-osobowe rodziny – to warunki, w jakich rodzą się tak liczne powołania.
Proboszcz z jednej z tych wiosek mówi, że cały czas wielu jego parafian myśli o kapłaństwie. „Kiedy ostatnio zapytałem w pewnej klasie, kto zastanawia się nad powołaniem do kapłaństwa czy życia konsekrowanego, na 43 uczniów kilkunastu podniosło rękę” – powiedział w wywiadzie dla NYT.
pac/radio watykańskie
