Jaka jest geneza „ruchu oburzonych”, który od miesięcy rozlewa się po świecie?

 

Do pokolenia obecnych 30-, a nawet 40-latków dotarło to, że oni nie będą żyli tak dobrze, jak ich rodzice, np. na starość nie będą mieli tyle pieniędzy, co oni. To jest frustrujące, szczególnie dla ludzi, którzy nie tworzą wartości dodanej. Do ruchu należą głównie ci, którzy zdobywając wykształcenie żyli ułudami, że po studiach ich miejsce na ziemi samo się znajdzie, a także urzędnicy różnego poziomu i szczebla, którzy w dużej mierze, są też sprawcami tego, co się dzieje współcześnie. To, co uderza mnie w tym ruchu, to fakt, że w zasadzie nigdzie wśród tych ludzi nie ma porządnych pomysłów na to, co trzeba zrobić. Oni są - autentycznie jest to dobre słowo - oburzeni, oburzeni na rzeczywistość, z której zdaje się nie być wyjścia. Zatem ich ruch sprowadza się do prostego odreagowania stresu, upokorzeń osobistych czy kłopotów finansowych. Akurat w Polsce, z tego, co wiem, ta maleńka grupka „oburzonych”, która protestowała niedawno to głównie młodzież z bardzo dobrze sytuowanych rodzin - dla nich to trochę taka zabawa. Natomiast w świecie jest jednak dużo frustracji i strachu o przyszłość. Okazało się - tak zresztą, jak i w Polsce - że samo wyższe wykształcenie nie gwarantuje sukcesu i że trzeba się naprawdę bardzo starać i ciężko pracować, żeby ten sukces osiągnąć. Więc ta frustracja i nagromadzone napięcia musiały w pewnym momencie wybuchnąć - i dobrze, bo jednak lepiej, że to napięcie się nie kumuluje, bo wówczas skala agresji mogłaby być znacznie większa.

 

Czy oburzeni dokonują słusznej interpretacji rzeczywistości?

 

Ich jednostronne zarzuty wobec kapitalizmu i bankierów są trochę dziecinne. Najprościej jest obrazić się na banki - to nic nie da. Gdybym miał powiedzieć, do kogo oburzeni powinni skierować pretensje i swój gniew, to wskazałbym polityków z pokolenia ich rodziców, bo to właśnie oni tworzyli systemy opiekuńcze, w których ludzie naiwnie myśleli: „Nawet, jeżeli się zadłużymy, to jakoś to w przyszłości będzie”. Dwadzieścia lat temu prawie nikt nie analizował trendów demograficznych, a już wtedy łatwo było przewidzieć, jak świat będzie się rozwijał i że w pewnym momencie ta samonapędzająca się sytuacja, w której coraz więcej ludzi pracuje i zarabia duże pieniądze, przez co niezmiennie wystarcza na emerytury dla starszego pokolenia, przestanie mieć miejsce.

 

Czyli obecna sytuacja to nie wina banków?

 

Klasyczne banki, które nie poszły torem kreowania sztucznych pieniędzy poprzez nowe instrumenty finansowe, należy wyraźnie odróżnić od tych instytucji - funduszy inwestycyjnych itd. - które pozbawione kontroli po prostu zaczęły szaleć. Żądza zysku jest jednym z napędów kapitalizmu, jednak ona musi być w jakiejś mierze kontrolowana. Tzn. jest pewna granica zdrowego rozsądku - nie jestem skrajnym liberałem, jeżeli chodzi o gospodarkę - muszą być jakieś ograniczenia i zdrowe zasady kontroli.

 

Wielu spośród „oburzonych” idzie dalej - niektórzy postulują wręcz czysty socjalizm.

 

Ponieważ sam miałem doświadczenie życia w państwie ułudy socjalistycznej, to wiem, że tego typu alternatywne rozwiązanie jest kompletnie bezzasadne i nie doprowadzi do żadnych pozytywnych rezultatów.

 

 

Rozmawiał Michał Oleksy