Tomasz Wandas, Fronda.pl: Jak Pan doktor ocenia stan dzisiejszej armii, nasze zbrojenia?

Dr Krzysztof Karolczak, ekspert od spraw bezpieczeństwa: Nieparlamentarnie mówiąc - ciężko powiedzieć.

Dlaczego?

Każdy obywatel ma w tym temacie ograniczoną wiedzę. W zasadzie wiemy tylko tyle ile jest tam udostępniane na oficjalnych stronach rządowych, czy też tyle ile dowiadujemy się za pośrednictwem mediów. Szczegółowe informacje, są i muszą być tajne. Do doniesień medialnych trzeba podchodzić ostrożnie, najlepiej bezpośrednio słuchać co ma nam do powiedzenia MON.

Jak sprawę przedstawiają Pana zdaniem media?

Z jednej strony gdy dane medium pisze tylko o brakach i korupcji w armii przestaje być wiarygodne, przestaje być też wiarygodne to, które tylko wychwala nowe pomysły MONu.

W jakim kierunku idą zmiany?

Nasza armia dzięki licznym zmianom zaczyna być silna. Dzięki różnym misjom na które wysyłani są nasi żołnierze poziom ich wyszkolenia wzrasta. Doświadczenie nabyte w tamtych warunkach klimatycznych może się okazać, że nie będzie mogło być wykorzystywane tutaj w naszych warunkach. Warunki Afgańskie czy Irackie nijak mają się do warunków lasów, bagien i tak dalej.

Czy jesteśmy na to przygotowani? To jest pytanie.

Czy jesteśmy gotowi?

Niestety w dalszym ciągu, o czym mówi też MON nie jesteśmy przygotowani na obronę ataków z powietrza. Nie mamy odpowiednich systemów antyrakietowych. W tym momencie z mozołem próbujemy to odbudowywać.

Dlaczego z mozołem?

Dlatego, że mimo iż to robimy to świat na nas nie czekał i sam w tym czasie dokonał wielu technicznych przeobrażeń. Dlatego musimy gonić ich w trójnasób. Zarówno przeciwników jak i sojuszników.

Czy możemy na równi współpracować z mocarstwami?

Nie dysponujemy kompatybilnym sprzętem aby współpracować z Amerykanami, Niemcami czy Francuzami pod warunkiem, że oni by chcieli z nami współpracować – co przez złe prowadzenie ministrów poprzednich rządów nie byłoby takie oczywiste!

A żołnierze?

Dobrze wiemy, że w zauważalny sposób nastąpił przerost kadry oficerskiej. Generałów i wyższych oficerów na jednego zwykłego żołnierza przypada znacznie mniej niż w innych armia świata. Wiadomo, że wysocy oficerowie nie pójdą na front, nie będą bezpośrednio walczyć pracując w sztabach, oni nie zastąpią zwykłego żołnierza.

Na jakim poziomie konkretnie się znajdujemy?

Nasze uzbrojenie w dalszym ciągu jest pokraczne.

Dlaczego?

Z jednej strony sięga czasów PRL-owskich, które mimo iż było modernizowane jest nie na te czasy. Nie mamy zbyt wiele nowoczesnego sprzętu. Między bajki można włożyć zapowiedzi polityków zarówno rządzących jak i tych z opozycji, w których chcą oni abyśmy domagali się od naszych sojuszników tego, aby nie tylko użyczali nam sprzętu ale i technologii! Technologii nikt nie sprzeda. Żadne państwo tego nie robi. Sprzedają albo gotowy produkt, albo po prostu kradną.

Kradną?

Oczywiście, wszystkie wywiady nad tym pracują, kradną technologię nawet od sojuszników. W czasie późniejszym próbują dostosować ją do swoich możliwości. Robią to wszystkie państwa, niezależnie od tego, czy są to państwa sobie wrogie, czy teoretycznie sojusznicze.

Czy bylibyśmy w stanie dzisiaj stawi czoła ewentualnemu atakowi?

Z jednej strony mam nadzieję, że sto tysięcy polskich żołnierzy byłoby w stanie dać opór ewentualnemu atakowi – choć jestem przekonany, że nie jesteśmy zagrożeni w najbliższej perspektywie czasowej żadnym atakiem. Mimo tego, nie oznacza to, że nie powinniśmy dbać o to, aby nasza armia nie miała być nowoczesna i doskonale wyszkolona.

Bardzo dziękuję za rozmowę.