"Na północno-wschodnim kierunku operacyjnym strona polska posiada niewspółmiernie małą liczbę stałych sił lądowych w stosunku do skali potencjalnego zagrożenia ze strony Kremla" - pisze na lamach portalu Defence24.pl dr Artur Jagnieża. Jak dodaje ekspert, trzeba wzmocnić wschodnią flankę, przynajmniej dodatkową dywizją.

Jagnieża przypomina, że bardzo specyficzne jest obecne pokojowe rozmieszczenie garnizonów. Jak wskazuje, może ono sugerować "iż z uwagi na polskie członkostwo w NATO stanowią one pierwszą linią osłony dla… terytorium Niemiec".

"Odziedziczona po okresie komunistycznym nikła sieć garnizonów i infrastruktury wojskowej na tzw. ścianie wschodniej (co służyło interesom ZSRR), po 1989 roku nie była w istotny sposób rozbudowywana. Mieliśmy do czynienia z procesem wręcz przeciwnym. Pod pretekstem programu uzawodowienia i profesjonalizacji armii, a także racjonalizacji wydatków w budżecie MON konsekwentnie podejmowano decyzje likwidujące kolejne garnizony i jednostki pogłębiając słabość organizacyjną wojska polskiego na kierunku wschodnim" - ubolewa Jagnieża.

"Istnienie dywizji (wysoko skadrowanej), rozmieszczonej w stałych garnizonach w Mińsku Mazowieckim, Siedlcach, Łomży, Ostrowi Mazowieckiej i Wesołej wzmocniłoby realnie potencjał przeciwzaskoczeniowy strony polskiej" - stwierdza ekspert. Jak dodaje, dywizja ta musiałaby charakteryzować się dużymi zdolnościami do prowadzenia obrony stałej i manewrowej.

ol/Defence24.pl