- Tusk przedstawi kalendarz zmian, którego efektem, gdyby zyskał akceptację innych ugrupowań, będzie wprowadzenie w Polsce systemu kanclerskiego - mówił w piątek "Gazecie Wyborczej" ważny polityk z kierownictwa PO.
Plan Donalda Tuska dotyczący zmiany konstytucji utrzymywany był w ścisłej tajemnicy. Premier przyznał w piątek na podsumowaniu dwóch lat rządów PO-PSL, że największą porażką jego gabinetu jest to, iż od dwóch lat pozostaje w klinczu z opozycją i prezydentem.
- Moją porażką jest to, że polityka miłości okazała się mniej zaraźliwa niż świńska grypa. I nie wszystkich udało się nią zarazić - mówił premier podczas debaty z ekspertami. - Funkcję opozycji przejął prezydent, największy dziennik zwany "rządowym" i do niedawna szef jednej z służb specjalnych - dodał Tusk.
Premier ma skłaniać się ku propozycji zmian konstytucji, którą przedstawiło we wrześniu Konwersatorium Doświadczenie i Przyszłość. W gronie działaczy reaktywujących tradycje DiP działającego w latach 80. i tworzącego niezależne raporty o stanie państwa znaleźli się Stefan Bratkowski, Grzegorz Gauden, Andrzej Rosner, Cezary Windorbski, Edmund Wnuk-Lipiński.
Projekt DiP proponuje wzmocnienie systemu parlamentarno-gabinetowego. Prezydent byłby najwyższym przedstawicielem RP i gwarantem ciągłości władzy państwowej. Władza wykonawcza należałaby jednak w całości do rządu. Weto prezydenta byłoby osłabione: do jego odrzucenia wystarczyłaby bezwzględna większość głosów w Sejmie (dziś potrzebne są trzy piąte).
Prezydent nie miałby już możliwości posłania do Trybunału Konstytucyjnego przed podpisaniem ustawy ratyfikującej umowę międzynarodową, ani odwlekać podpisania takiej ustawy przyjętej przez Sejm. Musiałby ją podpisać lub odmówić podpisu w ciągu 21 dni od uchwalenia przez Sejm. Według projektu to nie prezydent, ale premier wskazywałby kandydata na szefa Sztabu Generalnego a prezydent by go jedynie mianował. Zniknęłaby też Rada Bezpieczeństwa Narodowego.
MaRo/Wyborcza.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

