Jak podaje portal defence24.pl, wybór Donalda Trumpa na nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych spowodował wiele wątpliwości odnośnie zaangażowania USA w bezpieczeństwo Europy.

Z jednej strony bowiem w kampanii prezydenckiej jako kandydat Trump wysyłał co najmniej dwuznaczne sygnały wobec krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Z drugiej natomiast zapowiadał znaczne wzmocnienie ogólnego potencjału wojsk lądowych USA.

Amerykański prezydent-elekt zapowiadał w kampanii wyborczej, że będzie dążył do wprowadzenia zmian w NATO i zmuszenia krajów Europy do większego zaangażowania. W pewnym momencie nazwał nawet Sojusz Północnoatlantycki „przestarzałym”, wskazując że powinien on się w większym zakresie zajmować walką z terroryzmem.

Z kolei w wywiadzie dla The New York Times stwierdził, że w wypadku zagrożenia ze strony Rosji wsparcie dla krajów NATO będzie zależne od tego, czy spełniają one zobowiązania wobec Stanów Zjednoczonych (co odczytywano m.in. jako wypełnienie kryterium przeznaczania 2% PKB na obronę). Prezydent-elekt wskazywał na konieczność większego udziału sojuszników w systemie bezpieczeństwa i nieproporcjonalne koszty ponoszone przez USA.

Znaczna część komentatorów odczytywała jego postulaty jako dążenie do powrotu do izolacjonizmu, co byłoby niekorzystne z punktu widzenia naszego regionu. Mówił też o współpracy z Rosją np. w zakresie zwalczania terroryzmu, co potencjalnie mogłoby się odbyć kosztem bezpieczeństwa krajów NATO.

W późniejszych wypowiedziach Trump odniósł się jednak pozytywnie do Polski, z uwagi na spełnianie przez nią wymogu wydatkowania 2% PKB na obronę narodową zgodnie z wymogami Sojuszu, zapowiadając jednocześnie pracę na rzecz jego wzmocnienia. Sugerował nawet, że to dzięki jego wcześniejszym apelom kraje NATO rozpoczęły proces zwiększania wydatków obronnych, z czym nie zgodził się np. sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg.

Obawy komentatorów wywołują również działania otoczenia Donalda Trumpa.

cały artykuł TUTAJ

żr. defence24.pl