Fundacja Świętego Mikołaja (wcześniej nieformalna Agencja Świętego Mikołaja) od dziesięciu lat organizuje społeczne kampanie reklamowe o charakterze społecznym. Fundacja zajmuje się badaniem przyczyn kryzysu solidarności z potrzebującymi, a w swojej pracy wykorzystuje techniki nowoczesnego zarządzania, marketingu i reklamy. Już po raz piąty rozpoczyna się ogólnopolska kampania promocyjna rodzinnych domów dziecka - Grunt to rodzina. W ramach akcji prowadzona jest zbiórka pieniędzy na Fundusz Edukacyjny, który sfinansuje projekty edukacyjne dla dzieci z rodzinnych domów dziecka. Podczas poprzednich kampanii Fundacja zebrała w sumie ponad 1,5 miliona złotych, które przeznaczono na edukację wychowanków.
W Polsce funkcjonują 274 rodzinne domy dziecka, w których żyje 2261 dzieci. Dla porównania, domów dziecka jest 417 w i mieszka w nich blisko 25 tysięcy. Badania jakie prowadzi dla Fundacji Świętego Mikołaja firma Millward Brown pokazują, że 75 proc. rodziców skarży się na biurokrację i utrudnienia formalne na jakie tatrafiają prowadząc rodzinne domy dziecka. Jakie są ich problemy? 43 proc. skarży się, że nie może wziąć urlopów. - Rodzice na urlopie? Czy to możliwe? Prowadzenie rodzinnego domu dziecka, oprócz tego, że jest traktowana jak życiowa misja, jest zarazem zawodem. Fakt, że jest to praca trochę inna niż wszystkie, nie może w tym wszystkim ginąć - podkreśla Jakub Antoszewski, z Instytutu badawczego MillwardBrown SMG/KRC. Co ciekawe, wciąż 18 % rodziców skarży się na nieufność czy negatywne reakcje społeczne z jakimi wciąż jeszcze się spotykają ze względu na swoją działalność.
Jak powiedział naszemu portalowi Michał Rżysko, koordynator kampanii, pomysł, by zająć się tym tematem wymyślił pierwszy prezes i współzałożyciel Fundacji, Dariusz Karłowicz. - Zgłębiliśmy ten temat, dowiedzieliśmy się ile jest tych rodzinnych domów dziecka, gdzie one są, i jakie mają potrzeby. Zwróciliśmy się do instytutu SMG/KRC o badania i zobaczyliśmy, że te domy są świetne dla dzieci, jednocześnie ich potrzeby są ogromne. Wtedy Darek powiedział - Michał, zrób kampanie. Wymyślił jak to wszystko ma wyglądać, skontaktował mnie ze wspaniałymi artystami którzy zrobili spoty reklamowe, z tym spotem poszliśmy do radia i telewizji, z plakatami poszliśmy do firm plakatowych, z ogłoszeniami prasowymi do prasy - pomóżcie, pomóżcie jest taki problem, możemy go rozwiązać. I tak cztery lata temu ruszyła kampania - opowiada Rżysko.
Na pytanie skąd czerpie ogromną energię do pracy przy kampanii, Rżysko odpowiada skromnie: - Bez przesady - chodzimy na spotkania, wysyłamy maile, faksy, dzwonimy - i już! Tak powstają kampanie - śmieje się. To oczywiście jest kilka miesięcy pracy - ale jak mówi - warto. - Pracowałem w firmach związanych z biznesem. Robiłem tam ciekawe rzeczy za dobre pieniądze, ale przyszedł taki czas w życiu, z osobistych powodów, że chciałem zrobić coś bardzo dobrego. Nie bez znaczenia była także okazja do odwiedzin kilku rodzinnych domów dziecka. - Jak się spotkałem z tymi ludźmi, jak zobaczyłem jak to naprawdę wygląda, to nie potrafię już sobie odpuścić! - mówi Michał Rżysko.
Kampania Grunt to rodzina prowadzona jest od 2004 roku. Ma na celu propagowanie idei rodzinnych domów dziecka i przełamywanie stereotypów oraz barier utrudniających powstawanie nowych placówek tego typu. Akcja jest ważna społecznie ponieważ, według danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, spośród ponad 26 tys. wychowanków przebywających w polskich domach dziecka zaledwie 8,5% mieszka w domach rodzinnych. A to właśnie dzięki tym placówkom mają one szansę na normalne i szczęśliwe dzieciństwo. Jak wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez Instytut Badawczy Millward Brown SMG/KRC przy współpracy z Fundacją Świętego Mikołaja w okresie wrzesień - listopad 2008, główną tego przyczyną jest niewiedza istniejąca w polskim społeczeństwie - tylko 38% Polaków zna rodzinne domy dziecka.
Jak opowiada Barbara Chmura, dyrektor rodzinnego domu dziecka czyli po prostu mama, jej codzienne troski to droga przez mękę! Oprócz trójki własnych, wychowuje też szóstkę przybranych dzieci. Niektóre z nich mają wciąż kontakt z rodzicami biologicznymi. Jak mówi pani Barbara, zdarza się, że rodzice mają pretensje i robią mi wyrzuty. Dużym wsparciem są wspólne spotkania rodzin, w których wychowują się dzieci, które dołączyły do rodziny z domu dziecka. - Tylko inna osoba, która wychowuje piątkę czy szóstkę cudzych dzieci, jest w stanie zrozumieć takiego wariata jak ja! - śmieje się Pani Basia. - Mam do czynienia z takimi problemami, które w rodzinach na co dzień, jeśli ona dobrze funkcjonuje, nie ma. Jedno dziecko miało zdiagnozowaną autoagresję. Chciało popełnić samobójstwo. To była bardzo ciężką sytuacja. - wspomina Pani Barbara. - Po dwóch tygodniach dzwoniłam po pomoc psychologiczną. Inaczej bym sobie nie poradziła. Myślałam że sama trafię do psychiatryka i że nie dam rady! To było szaleństwo! Dziecko potrafiło walić głową o schody, wyrywało sobie wszystkie włosy z głowy. Jednak na co dzień, główne problemy stanowią ogromne zapóźnienia rozwojowe dzieci.
Decyzja o tym, aby założyć rodzinny dom dziecka, w przypadku Pani Barbary, była zupełnie przypadkowa. - Moja znajoma zmarła zostawiając niemowlę, które przez nieporozumienie trafiło do domu dziecka. To był dla mnie bodziec, że trzeba coś zrobić. Udało się. Dziecko wróciło do ojca, wszystko zakończyło się pozytywnie. Po tym wydarzeniu, podjęłam decyzję. Uznałam, że jesteśmy w stanie, oprócz naszej trójki, wychować jeszcze dwoje dzieci dodatkowo. Tak się zaczęło. Potem dostaliśmy dwójkę kolejnych maluchów na kilka miesięcy, do czasu unormowania ich prawnej sytuacji. Są z nami cztery lata. Potem przyszła do nas dziewczynka na trzy dni, aby znaleźć jej inną rodzinę i tak już z nami została. Kolejne dziecko przyszło do nas tylko na wielkanoc. Niewiele później także dołączyło do rodziny.
W mediach przedstawaia się rodzinne domy dziecka jako instytucje chwilowe, po to tylko aby dzieci wróciły potem do domów, do rodzin biologicznych. Jak mówi Pani Basia, w ich rodzinie jest dziecko, które już drugi rok nie może zdecydować, z którymi rodzicami woli zostać. - Zaczynam obserwować regres w jego rozwoju, to bardzo odbija się na psychice dziecka. Jestem przerażona, ale nie ma na to żadnego wpływu.
Zdarza się, że najmłodsze dziecko ma do mamy żal, o zmiany w rodzinie. Pani Barbara wcześniej pracowała po dwadzieścia godzin na dobę i - jak sama przyznaje - błędnie myślała, że zakładając rodzinny dom dziecka będzie miała więcej czasu także dla swoich dzieci. Tak nie jest. Większość czasu poświęca się dzieciom, które sprawiają najwięcej kłopotu.
Opowieści wspaniałych mam uderzają prostotą, miłością i szczerością. Nie ma tu mowy o nachalnej i sztucznej propagandzie. Jak mówi inna mama dyrektor, bohaterka reportażu o rodzinnych domach dziecka - nasz dom to sukcesy i porażki. Nie powiem wszystkim - zakładajcie takie domy, bo jest wspaniale. Nie jest wspaniale! Nieraz są tak trudne chwile, że wszystkiego ma się dosyć. Wtedy chciałoby się wszystkim rzucić i pójść sobie. Ale są takie momenty, które to wszystko wynagradzają. Jeśli kilkoro z tych dzieci, które się u nas wychowają, wyjdzie na dobrych ludzi, to będzie nasz sukces!
Do 31 grudnia możesz wyslać SMS o treści Pomoc na numer 7585 koszt 5 zł + VAT
Rodzinnym domom dziecka można pomóc wpłacając pieniądze na Fundusz Edukacyjny. Numer konta Funduszu: 37 2130 0004 2001 0299 9993 0002
Więcej na www.mikolaj.org.pl
[video:http://fronda.pl/videoteka/pokaz/id/133]
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

