„Sąd nie miał prawa zbyć milczeniem konfliktu wartości, który musiał rozstrzygnąć - wolności słowa i poglądów (także antyreligijnych) a ochronę uczuć religijnych. Najwyraźniej sąd nie potraktował fundamentalnej wolności politycznej poważnie” - pisze dzisiaj senator. I ironizuje: „Doda i tak ma szczęście - mogła przecież skończyć na stosie”.
Dodaje, że w Polsce mamy problem z łatwością, z jaką ogranicza się wolność słowa. „A to uczucia religijne, a to ochrona chrześcijaństwa, a to ochrona symboli państwa czy jego najważniejszych przedstawicieli itd. Ta łatwość, z jaką przyjmowano, że są wartości wyższe niż wolność słowa, jest anachroniczna” - podkreśla Włodzimierz Cimoszewicz. Apeluje, aby zdać sobie w końcu sprawę, że od podobnych przekonań wiele innych demokratycznych państw już odeszło.

