Do ubiegłego poniedziałku administracja w całej Litwie była zobowiązana do zerwania dwujęzycznych tablic. Rozporządzenie jest pochodną skandalicznej decyzji litewskiego Sądu Najwyższego, w której dyskryminuje się Polaków, nie pozwalając im na posiadanie oznakowań w ojczystym języku. Tymczasem na polskich domach nadal wiszą zdelegalizowane tablice. Dyrektor administracji wileńskiej, Lucyna Kotłowska podkreśliła, że nie ma możliwości wyegzekwowania zerwania takich napisów. Są one umiejscowione na prywatnych posesjach a ona nie ma takich kompetencji by ingerować i zakłócać mir mieszkańców. Wydział Porządku Publicznego wyznaczony do tego zadania nie ma uprawnień, aby naruszać prywatność obywateli.
Taki obrót sprawy rozwścieczył organa sądownicze i polityczne na Litwie. Dyrektor Kotłowskiej grozi się karą do 1000 litów grzywny za rzekome niewykonanie obowiązków. Już jawnie głosi się tezę, że na jednej karze ma się nie skończyć. Po grzywnach, ma przyjść kolej na groźbę kary więzienia. Doszło do tego, że za poszanowanie prywatnej posesji, grozi nawet kara więzienia. Jak się zakończy kryzys w relacjach polsko-litewskich?
MZB/kurierwileński

