Co pamięta Arturo Mari z pamiętnego 13 maja 1981 roku? "Szedłem tyłem tuż przy papieskim jeepie, trzymając na nim jedną rękę ze względu na własne bezpieczeństwo. Kiedy usłyszałem dwa strzały i zobaczyłem upadającego Ojca Świętego, zrozumiałem od razu, co się stało. Ponieważ byłem instruktorem wojskowym, potrafiłem odróżnić strzał z pistoletu od huku broni startowej czy wybuchu petardy. To były straszne chwile.
Co wtedy czułem? Z Ojcem Świętym łączyły mnie specjalne stosunki, traktowałem go jak tatę, a on mnie jak syna – nie jak fotografa. To były mocne więzi, byliśmy jak rodzina. Przeżyłem więc niesamowity szok. Pomimo to zrobiłem zdjęcia. Najważniejsze, że fotografie się udały i do historii przeszła dokumentacja tego okropnego momentu. Będąc osobą wierzącą, zawsze myślałem, że moją ręką kierowała wtedy Madonna. Podniosłem aparat do góry i pstrykałem. Zrobiłam więc sekwencję zdjęć, gdy Ojciec Święty upada w objęcia swojego osobistego sekretarza, arcybiskupa Stanisława Dziwisza. Moi współpracownicy wykonali inne fotografie, z odmiennego punktu widzenia. Później jeep zaczął pędzić w kierunku Watykanu, gdzie był punkt medyczny, a my za nim. Nikt nie był przygotowany na to, co się stało, ale wszystko na szczęście odbyło się bardzo szybko. Ojciec Święty został umieszczony w karetce pogotowia i rozpoczął się wyścig do kliniki Gemelli. Spędziłem w szpitalu całą noc i cały kolejny dzień. Praktycznie byłem tam przez pięćdziesiąt dwa dni, bo z Ojcem Świętym żyliśmy tak, jakbyśmy byli wszyscy jedną rodziną, bez etykiety".
Podczas zamachu zdarzył się cud. Dokumentacja medyczna dokładnie tłumaczy, jaką drogę pokonał pocisk. "Jako instruktor wojskowy mogę powiedzieć, co następuje. Pocisk leciał z prędkością około dwustu metrów na godzinę. Gdy papież został nim trafiony, opierał się ręką o metalową poręcz jeepa. Kula, przeszywając jamę brzuszną, zeszła w dół, potem skręciła i zanim opuściła ciało, znowu skierowała się ku dołowi. Minęła dosłownie o milimetr wszystkie organy życiowe. Upadła na podłogę samochodu, gdzie została sfotografowana. Drugi pocisk zranił papieża w palec wskazujący lewej ręki. Czyli to były dwa pociski".
Bardzo innteresujacy, nowy fakt pojawia się w wypowiedzi Mariego odnośnie zamachowców. Fotograf stwierdza, że nie tylko Agca strzelał: "Myślę, że strzelał nie tylko Ali Agca. Wydaje się już potwierdzone przez ekspertyzę balistyczną, że z jego pistoletu zostały wystrzelone dwa pociski, po czym broń się zacięła. Pytanie: gdzie więc stał drugi zamachowiec, który chyba postrzelił dwie kobiety, i co się stało z pozostałymi pociskami? To są jednak moje osobiste przemyślenia i oczywiście mogę nie mieć racji".
sm/WP.pl
