Pierwsze z pytań dotyczyło tego, dlaczego posłowie przeciwni in vitro uważają, że jeśli zarodki obumierają same w organizmie matki, to czemu nie chcą pozwolić, by umierały w trakcie procedur medycznych. Odpowiedź akurat na to pytanie jest dość oczywista. Z tego samego powodu, dla którego z faktu, że Agnieszka Kozłowska-Rajewicz na pewno umrze, nijak nie wynika prawo, by można ją było zabijać.
Ale jej wypowiedź zawierała nie tylko głupie, ale także niebezpieczne poglądy. Otóż pani Kozłowska-Rajewicz (deklarująca się zresztą jako katoliczka) zarzucała Bolesławowi Piesze, że jego projekt rozszerza „klauzulę sumienia'” na pielęgniarki i farmaceutów w aptekach. – Czy to znaczy, że aptekarka nie sprzeda leku, bo uzna to za niezgodne z jej sumieniem? – dramatycznie pytała Kozłowska-Rajewicz.
A jej wypowiedź pokazuje, że wolność sumienia nie ma dla niej najmniejszej wartości. Otóż w wolnym kraju powinno być całkowicie jasne, że każdy ma prawo odmówić sprzedaży, czy działania, które jest sprzeczne z jego sumieniem. Jeśli farmaceuta wie (a każdy, kto się tym zajmuje, to wie), że pigułki antykoncepcyjne zabijają dzieci, to nie może on ich sprzedawać. To prosta konsekwencja wolności sumienia. I zupełnie nie rozumiem, jak można tego nie dostrzegać. Moralność jest tu ważniejsza niż prawo.
I nie rozumiem, jak ktoś, kto uważa się za liberała, może chcieć zmuszać kogoś do działania przeciwko sumieniu? Nie rozumiem, jak można występować przeciwko prostej zasadzie, że lekarz, farmaceuta, aptekarz ma prawo działać zgodnie z własnym sumieniem? Czy naprawdę chce ona nas zmusić do tego, byśmy – my, ludzie rzeczywiście ceniący życie – uczestniczyli w mordowaniu nienarodzonych? Czy jej zdaniem rzeczywiście trzeba zmuszać ludzi do działań, które są całkowicie niezgodne z ich sumieniem?
Jeśli tak jest, to trzeba powiedzieć jasno. Katolicy, którzy będą zmuszani do takich działań (czy do finansowania zapłodnienia in vitro) będą zmuszeni (przynajmniej ci świadomi swojej wiary i zdecydowani na świadectwo) do zastosowania obywatelskiego nieposłuszeństwa. Katolik nie może bowiem uczestniczyć w zabijaniu. I lepiej dla niego, by utracił życie, posadę, szacunek, niż żeby uczestniczył w takim działaniu.
Ta zasada dotyczy zresztą również refundowania in vitro czy antykoncepcji. Jeśli polskie władze wprowadzą taką zasadę (a wicemnister zdrowia twierdzi, że zamierza), to dla mnie (a sądzę, że dla wielu innych ludzi także) będzie to oznaczało ogromny konflikt sumienia. Nie wiem, czy będę wówczas w stanie płacić podatki w naszym kraju, wiedząc, że część z nich będzie służyło do finansowania zabijania. A na to zgodzić się nie mogę! Nigdy.
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

