Piotr Dmitrowicz, nauczyciel historii, dziennikarz Polskiego Radia: W ostatnich latach wszystkie działania rządu związane ze szkolnictwem polegają głównie na piarze. Rząd stara się pokazywać, że jest znakomicie, że w szkolnictwie coś się dzieje. Ostatnie pomysły minister Katarzyny Hall są jednak bez sensu. MEN zachowuje się, jakby łączenie szkół, czy zmiana nazw placówek tak, żeby nie było w nich słów „ogólnokształcący” czy „zasadniczy”, miało uzdrowić polską oświatę. Robi się bardzo wiele, żeby pokazać, jak dobrze zarabiają nauczyciele, jak jest to prestiżowy zawód. To jest oczywiście bzdurą i nieprawdą. W ostatnich dwóch czy trzech latach nie widzę żadnych zmian w edukacji. Wszystko polega na udawanych i pozorowanych działaniach. Jedyne zauważalne zmiany w szkole to wzrost biurokracji. Nauczyciele muszą wypełniać coraz więcej dokumentów, sprawozdań, dokłada się 19., 20. godzinę, które pedagodzy muszą odpracowywać. Moim zdaniem zmiany w szkolnictwie idą w fatalnym kierunku. Wyobrażam sobie, że ktoś, kto zaczyna pracę w szkole, zderza się z ogromną ścianą niepotrzebnych przepisów, szkoleń i wymagań. Przez nie nauczanie i wychowywanie uczniów, czyli to, co w edukacji najważniejsze, gdzieś ucieka.

Polska szkoła przeżywa kryzys wychowania. Obecnie nie kładzie się zupełnie nacisku na ten aspekt działalności oświaty. Jeśli ono jeszcze jest obecne, to tylko w szczątkowej formie. Tylko nauczyciele, którzy nie zdecydowali się na ten zawód w wyniku negatywnej selekcji, starają się jeszcze coś robić. Ale i oni nie mają łatwo, szczególnie, że każdy minister przychodzi z własną wizją. Jeśli chce on eksponować prawa ucznia, a od szkół oczekuje zajmowania się dziećmi szczególnie uzdolnionymi, to dyrektorzy potulnie wykonują zarządzenia MEN. I tylko na tym się skupiają. Wtedy cierpi proces wychowania, jaki powinna prowadzić również szkoła.

Polskiej oświacie potrzebna jest reforma. Musi jednak najpierw dojść w Polsce do debaty o jej wizji. Szkolnictwem nie można się zajmować tylko 14 października. Musi dojść do rzetelnej, codziennej debaty. Natomiast ministrowie zaskakują nas często jakimiś bezsensownymi wypowiedziami. Z zażenowaniem słuchałem ostatnio słów ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego, który mówił, że Polacy mają zbyt małą wiedzę o prawie, więc w szkołach powinno się uczyć jego podstaw. Gdyby miał większą wiedzę o polskiej szkole, wiedziałby, że elementy prawa to część programu nauczania z przedmiotu Wiedza o Społeczeństwie.

Jeśli nic się nie zmieni w polskiej oświacie, jeśli nie dojdzie do poważnej codziennej debaty o jej wizji, czarno widzę przyszłość polskiego szkolnictwa. Jemu potrzebne jest m.in. zrewidowanie programów nauczania. Należy z nich usunąć część rzeczy, które zupełnie nie przystają do współczesnej rzeczywistości. Uczniowie mają coraz więcej godzin, coraz więcej przedmiotów. To się rozmywa. Należałoby również zgromadzić np. elementy nauki o integracji europejskiej w programie jednego przedmiotu. Obecnie występują one na lekcji historii, WOS-u i geografii. Nauczanie musi mieć jakiś cel. Uczeń przychodzący do szkoły musi wiedzieć, czego się będzie uczył, powinien mieć jasną wizję swojego kształcenia. Taka forma stabilizacji potrzebna jest nie tylko uczniom, ale również nauczycielom. Póki co mamy jednak tylko pomysły, pomysły i zabiegi PR-owskie. I nic więcej.

Not. żar

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »