Rząd ma jednak większe plany: dalsze wydłużenie urlopów macierzyńskich, zwiększenie zasiłków rodzinnych do ok. tysiąca złotych rocznie i ułatwienia w zakładaniu domowych żłobków i przedszkoli. Od przyszłego roku mają się pojawić urlopy ojcowskie. Czy to wystarczy, by zachęcić Polki do rodzenia dzieci? Jeśli nie, w 2035 roku grozi nam katastrofa demograficzna - liczba ludności spadnie z 38 do 36 mln. Może wtedy dojść do załamania systemu emerytalnego. Już za cztery lata zabraknie pieniędzy na świadczenia.



Zmiany nie wszystkim się jednak podobają. - Polityka rządu może odnieść skutek odwrotny do zakładanego - ostrzega w dzienniku "Polska" dr Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego. Dłuższe urlopy to dla pracodawców utrata dobrego pracownika, aż na 5 miesięcy i straty finansowe. Podobnie jest z gwarancjami zatrudnienia dla kobiet, które wracają po urlopie wychowawczym. Może się okazać, że pracodawcy będą obawiać się zatrudniać młode kobiety. Państwo nie może zrzucać kosztów wojny o przyrost demograficzny na pracodawców, powinno wziąć większą odpowiedzialność na siebie - dodaje Szukalski.



Ministerstwo pracy jest dobrej myśli i zapowiada podniesienie zasiłków na dzieci, wszechstronną pomoc dla rodzin zastępczych oraz urlopy wychowawcze dla kobiet prowadzących działalność gospodarczą. Rząd próbuje wprowadzać przepisy, które miałyby ułatwić życie młodym matkom. Przedstawiciele pracodawców są jednak sceptyczni. - Młode matki mogą same paść ofiarami wydłużania urlopów - mówi Małgorzata Krzysztoszek z PKPP "Lewiatan". Pracodawca na miejsce kobiety, która poszła na urlop macierzyński, będzie musiał zatrudnić pracownika. Gdy wyłoży pieniądze na jego wyszkolenie, to ciężko mu będzie z niego zrezygnować, gdy kobieta wróci do pracy. Stąd zanim przyjmie młodą kobietę, dwa razy się zastanowi.

 

JaLu/"Polska. The Times"

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »