Rosyjski publicysta Dmitrij Orieszkin przekonuje, że ogłoszenie powszechnej mobilizacji zachwiałoby poparciem Rosjan dla wojny na Ukrainie, którą propaganda Kremla uparcie nazywa „specjalną operacją”.
Przed świętowanym wczoraj przez Rosjan Dniem Zwycięstwa pojawiało się wiele spekulacji na temat związanych z uroczystościami planów Kremla. Pierwotnie przewidywano, że tego dnia Rosja ogłosi sukces „specjalnej operacji”, co jednak było niemożliwe z uwagi na porażki rosyjskiej armii. Komentatorzy wskazywali też na możliwe rozpoczęcie „specjalnej operacji” w kolejnym kraju. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem miało być jednak oficjalne wypowiedzenie Ukrainie wojny, co umożliwiłoby ogłoszenie powszechnej mobilizacji w Rosji. Ostatecznie w swoim przemówieniu Władimir Putin wygłosił jednak jedynie serię kłamstw na temat inwazji na Ukrainę i nie powiedział nic konkretnego. Dlaczego nie zdecydowano się na mobilizację?
Cytowany przez „Dziennik Gazetę Prawną” ukraiński politolog Jewhen Mahda wskazywał, że Dzień Zwycięstwa musi być wykorzystany przez propagandę Kremla do głoszenia triumfu. Powszechna mobilizacja kojarzy się natomiast z wyrzeczeniami, więc nie wpisuje się w strategię Moskwy.
Komentując wczorajsze obchody na antenie kanału Nastojaszczeje Wriemia, rosyjski publicysta Dmitrij Orieszkin zauważył natomiast, że rzeczywistość zmusiła Kreml do ograniczenia swoich ambicji. W Rosji nie mówi się już o obaleniu władz Ukrainy czy zajęciu Kijowa. Ocenił przy tym, że ogłoszenie powszechnej mobilizacji zagroziłoby poparciu Rosjan dla „operacji specjalnej” na Ukrainie.
kak/Dziennik Gazeta Prawna
