Z najnowszego sondażu opublikowanego przez CBOS wynika, że Polacy najczęściej zdradzają, bo szukają wrażeń, chcą przeżyć coś nowego. Zaraz potem jako usprawiedliwienie podają problemy, z którymi borykają się w swoich związkach. Jeszcze inni tłumaczą, że zdrada jest dla nich antidotum na codzienne problemy, niskie poczucie własnej wartości czy samotność. Stosunkowo najmniejsza grupa zdradzających usprawiedliwia się zauroczeniem lub zakochaniem.
Mężczyźni twierdzą, że nawiązywanie romansów leży po prostu w ludzkiej naturze. Kobiety z kolei częściej poszukują potwierdzenia swojej atrakcyjności czy remedium na codzienne problemy i samotność.
Co ciekawe, liberalni w kwestii zdrady Polacy, jednocześnie cenią sobie stałe związki. Tylko sześć procent respondentów zgodziło się ze stwierdzeniem, że stałe związki nie mają przyszłości, a już zaledwie dwa procent ankietowanych uważa, że zdrada to zjawisko powszechne. Tym samym, prawie 3/4 Polaków negatywnie ocenia konsekwencje romansów.
Co więcej, blisko 2/3 badanych za niedopuszczalne uważa flirtowanie osoby wolnej z kimś będącym w związku, zaś aż 70 proc. nie wyobraża sobie flirtu osoby w związku z kimś innym niż partner.
Czy warto jednak bezgranicznie wierzyć takim sondażom? Z badań opublikowanych w książce „Seks po polsku” prof. Zbigniewa Izdebskiego przed sześciu laty wynikało, że zdradzało u nas 16 proc. kobiet i 28 proc. mężczyzn. Ktos może zapytać, z kim uprawia seks 12 proc. kobiet, które pozostają wolne? Dwie przypadają na jednego? Kobiety są prawdopodobnie nieszczere, innym wytłumaczeniem tej róznicy, że co drugi zdradzający mężczyzna ma grubo po czterdziestce i aktu niewierności dokonuje z kobietą wolną, która nie ma partnera. Nawet nasi mężczyźni nie są tacy najgorsi: zdradza 40 proc. Włochów, 41 proc. Amerykanów, 50 proc. Chorwatów uprawia seks w pracy lub poza nią.
Sezon ogórkowy rządzi się swoimi prawami i nieprzypadkowo na krótko przed wakacjami w czerwcu tygodnik „Wprost” straszył tytułem: „Czy ty także zdradzasz?” Ten sam tygodnik, ale jeszcze pod rządami Marka Króla, w grudniu 2002 roku opublikował duży materiał o „modzie na wierność”. Używając tych samych badań dotyczących niewierności w tym samy miesiącu „Newsweek” straszył „modą nie niewierność” – nakład pisma osiągnął wówczas ponad 300 tys. Po jakimś czasie okazało, że czytelnicy uodpornili się na wszelkie sensacje dotyczące seksu, zdrad i technik seksualnych. Ale co jakiś czas ćwiczy się na nas stare numery: Tak czy inaczej jak zobaczymy kolejną okładkę jakiegoś pisma o epidemii niewierności, to radzimy, aby te pieniądze wydać na coś innego.

