Dlaczego w kościołach jest mało mężczyzn? Co zrobić, żeby było ich więcej? - zastanawiali się duchowni, katecheci i młodzież w ramach 13. Forum Rekolekcyjnego. Spotkanie 21 lutego zorganizowało Salezjańskie Wyższe Seminarium Duchowne w Łodzi. Publikujemy rozmowę z autorem jednego z wystąpień.
Fronda.pl: Proszę księdza, czy przesłanie Jezusa łatwiej trafia do kobiet?
Ks. Przemysław Solarski: Nie, wystarczy spojrzeć na pierwszych apostołów i pierwotny Kościół. Te czasy wymagały odwagi, męstwa i radykalizmu - to przyciągało mężczyzn. Kiedy świat zaczął się do chrześcijaństwa przyzwyczajać, kiedy ono się „zadomowiło", wtedy wiele się zmieniło.
Ksiądz stanął przy ołtarzu, kobiety w ławkach, a pozostali mężczyźni? Nie znaleźli sobie miejsca?
To nie jest tak, że ich w ogóle nie ma. Mężczyźni w Kościele są, a to, że jest ich mniej niż kobiet, to wynik szeregu przyczyn - także kulturowych i społecznych. Można je pominąć, żeby zwrócić uwagę na styl duszpasterstwa - tak robi David Murrow pisząc „Mężczyźni nienawidzą chodzić do kościoła" - ale nie można o nich zapomnieć. Zmiana sposobu duszpasterstwa to jedna z propozycji zauważenia problemu.
A jak mężczyźni patrzą na Kościół?
Ważne, czy w ogóle go widzą. Bo jeśli mówią, że jest nudny i męczący to takie stereotypowe myślenie wynika często z tego, że poświęcają mu jedną godzinę tygodniowo w niedzielę. Na Mszy św. czują się skrępowani i przychodzą bez zaangażowania. Wtedy Kościół to dla nich księża i babcie różańcowe, więc nie mają tam czego szukać. Ale jeśli mężczyźni znajdą kogoś, z kim mogą się utożsamiać w Kościele, to chętnie zostają. Wizerunek to jedno, inna sprawa to kwestia osobistej wiary.

Kim mają być takie osoby?
Pomijając księży. Dużo zdziałać mogą świeccy liderzy, którymi stają się mężczyźni. Przywództwo duchowe to dziedzina, która także powinna zostać w końcu odkryta przez świeckich - przecież przewodnikami duchowymi nie muszą być wyłącznie księża. Zwłaszcza jeśli chodzi o przekazywanie wiary innym mężczyznom i młodym chłopakom. Mężczyźni głoszą Chrystusa w inny sposób - w rywalizacji sportowej, na obozach przetrwania, na świeżym powietrzu - takie duszpasterstwo poza murami kościoła.
Czy kobiety nie robią obecnie za mężczyzn zbyt dużo?
Oczywiście. Po pierwsze, mężczyźni nie przyjdą do świątyni, jeśli będą tam same kobiety - to będzie „babska sprawa". Po drugie, przyzwyczaili się, że wszystko za nich robią kobiety i księża. To duchowni głownie organizują obozy wakacyjne, rekolekcje. Tymczasem to powinni robić właśnie świeccy mężczyźni. Na przykład tak, jak pan Ryszard Sadłoń, który uczestniczył w naszym Forum Rekolekcyjnym. Co roku organizuje on pielgrzymkę kibiców piłkarskich do Piekar Śląskich. Jest jeszcze trzecia sprawa. Dając mężczyznom zadanie, trzeba zaufać, że im się powiedzie. Często faceci się wycofują z obawy, że nie zorganizują czegoś tak, jak dotychczas robiły to kobiety i to będzie źle. Nic bardziej błędnego, trzeba dać im działać po swojemu. Po męsku.
Jaka jest więc recepta na sukces. Na powrót mężczyzn do Kościoła, ale także sposób na to, żeby z niego nie uciekali?
Najprostsza rada to stawiać na duszpasterstwo. W kazaniach unikamy porównań typowo męskich, takich, które mówią o wojnie, a przecież już św. Paweł mówił, że jesteśmy żołnierzami Chrystusa! Boimy się w ten sposób mówić. Tymczasem potrzeba porównań dostosowanych do psychiki mężczyzn - prostych, konkretnych i nienapuszonych. Na pewno można mówić tak, żeby do nich trafiać. Warunek? Trzeba tego chcieć.
Rozmawiała Agnieszka Jaworska
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »


