W Polsce trwa w najlepsze przekonywanie opinii publicznej, że w Warszawie pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej oraz Lecha Kaczyńskiego stanąć nie powinien. Mówili o tym wielokrotnie politycy związani z partią rządzącą. Ostatnio powtórzył tę opinię marszałek Sejmu, Grzegorz Schetyna. – Lech Kaczyński nie zasługuje na pomnik. To była zła prezydentura, tak też oceniali ją w większości Polacy przed 10 kwietnia. Prezydent Kaczyński nie był skłonny do współpracy z rządem – stwierdził w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej". W wypowiedziach przeciwników budowy pomnika powtarza się jedno przekonanie: Kaczyński nie miał zasług, a jego prezydentura była na tyle zła, że nie należy mu się pomnik w stolicy.
Jednak teza, że w Warszawie nie powinien powstać pomnik upamiętniający Lecha Kaczyńskiego jest nie do obrony. Jeśli bowiem śp. prezydent nie zasłużył na pomnik, należałoby w Warszawie wyburzyć wiele istniejących już monumentów. Warszawa usiana jest bowiem kuriozalnymi pomnikami. Wśród warszawskich postumentów są tak skandaliczne pomniki, jak monumenty chwalące żołnierzy sowieckich, którzy zniewolili nasz kraj, mauzolea upamiętniające polsko-sowieckie „braterstwo broni”. W stolicy stoją również: Pomnik Praskiej Kapeli Podwórkowej, Pomnik Studenta, Pomnik Ławki Szkolnej, Pomnik Szczęśliwego Psa, Pomnik Sztafety, a nawet Pomnik Budowy Szosy Brzeskiej. I nikt nie protestuje przeciwko istnieniu tych pomników, nie zastanawia się nad ich zasadnością. Dlaczego więc w Warszawie, w której istnieje pomnik psa i ławki, odmawia się budowy pomnika prezydentowi, który zginął w największej od dekad tragedii dla państwa polskiego?
Nie ma żadnych wątpliwości, że brak zgody na budowę pomnika upamiętniającego Lecha Kaczyńskiego to decyzja polityczna, motywowana niechęcią do zmarłego prezydenta oraz chęcią zatarcia pamięci o „Smoleńsku”. Świadczy o tym m.in. fakt, że przeciwnicy jego budowy dopytywani przez dziennikarzy zaznaczają, że być może monument taki jest potrzebny, ale kiedyś. Nie teraz, ponieważ jego budowa w tej chwili byłaby przyznaniem racji tym, którzy się pomnika domagają.
W imię sporów politycznych ze środowiskami, które sprawę tragedii smoleńskiej traktują poważnie, neguje się zasadność budowy pomników dotyczących masakry z 10 kwietnia 2010 roku. Wykorzystuje się do tego wszelkie argumenty, nawet wybitnie kuriozalne. Przoduje w nich warszawski konserwator zabytków, który najpierw uznał, że pomnik w miejscu najbardziej naturalnym – w okolicach Pałacu Prezydenckiego - nie może stanąć, ponieważ ta część miasta nie może być zmieniana, a następie sprzeciwił się budowie pomnika światła, ponieważ zdominuje on przestrzeń wokół Pałacu. Wtórował mu minister kultury, który także stwierdził, że pomnik światła nie może stanąć przed Pałacem Prezydenckim, ponieważ ludzie deptaliby wtedy po tabliczkach z nazwiskami... W ramach wojny z pamięcią o prezydencie Kaczyńskim oraz katastrofie smoleńskiej politycy Platformy Obywatelskiej odmawiają tragicznie zmarłemu przywódcy III RP miejsca, które znalazło się dla „Szczęśliwego Psa”. Czy zdaniem PO prezydent Lech Kaczyński ma mniejsze zasługi dla niepodległej Polski niż pies?
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

