Słuchając Ojca, można odnieść wrażenie, że polskim małżonkom czegoś brakuje. Parafrazując tytuł najnowszej Ojca książki: Jakiego seksu nie znają dzisiejsi małżonkowie?
Nie znają seksu związanego z Panem Bogiem, z duchowością. Panuje takie bardziej naturalne traktowanie życia seksualnego, w oderwaniu od Pana Boga. Seks jako czynność naturalna, którą się lubi, która jest ważna i przyjemna. Nie dostrzega się w seksie sposobu na realizację sakramentu małżeństwa, nie dostrzega się tego, że jest w nim Bóg.
Bóg przez sakrament małżeństwa chce wywyższyć, uświęcić miłość ludzką, przybliżając ją do siebie. To samo dotyczy życia seksualnego – z Bogiem może ono być głębiej przeżywane, piękniejsze. Poprzez akt małżeński można wyrażać bardzo głęboką miłość, tak głęboką, że można w niej odkryć Pana Boga. Problemem jest to, że obrzęd sakramentu małżeństwa jest często traktowany jako folklorystyczna impreza, a nie zaproszenie Boga do życia małżeńskiego, także do sfery seksualnej. A to jest powołanie katolików żyjących mocą sakramentu małżeństwa.
Często Ojciec podkreśla, że małżeńskie pieszczoty zbliżają małżonków do Boga. Przecież oni w tych najintymniejszych chwilach specjalnie o Panu Bogu nie myślą.
Ale to nie chodzi o myślenie. Kiedy prowadzę samochód, to tylko w pewnych momentach jestem szczególnie skupiony na tym co robię, np. kiedy wyprzedzam, poza tym to myślę sobie o różnych sprawach, słucham radia, czasami nawet automatycznie prowadzę samochód. Nie trzeba być cały czas skupionym na Bogu w sensie dosłownym, bo my w życiu wcale nie jesteśmy tak skupieni. Ale to wcale nie oznacza, że nie ma w nas intuicji Pana Boga, że potem jakoś nie reflektujemy nad tym, co się stało. Wtedy bardziej świadomie uznajemy, że łaska Pana Boga była z nami, żeśmy czuli Boże wsparcie.
Czyli można dostrzec Pana Boga post factum?
Jeśli małżonkowie się kochają, to po stosunku seksualnym potrafią zwerbalizować swoje przeżycie i powiedzieć, że doświadczyli w tym czasie miłości, oddania, czy może są na siebie jakoś źli, bo było dużo egoizmu i nietroszczenia się o drugą stronę. Ocena, doświadczenie tego, co się wydarzyło pojawia się zawsze w człowieku, mniej lub bardziej świadomie.
W swojej wielkiej miłości, w szczęściu z bycia ze sobą wierzący małżonkowie mogą, a nawet powinni, dostrzec Pana Boga, który właśnie w ten sposób - przez miłość męża, przez miłość żony – zapewnia o swojej miłości. Na tym polega sakrament małżeństwa, który jest wcieleniem się Chrystusa w więź pomiędzy małżonkami, w ich cielesność, a ta więź również wyraża się w życiu seksualnym.
Na forach internetowych, gdzie dyskutują katolicy, ma Ojciec wielu przeciwników. Nawet młodych ludzi szokują takie stwierdzenia jak to, że seks zbliża do Boga, podobnie jak różaniec czy pielgrzymka do Częstochowy. Niektórzy tak surowo oceniają Ojca poglądy, że nazywają Ojca „porno-zakonnikiem”.
Jeśli chodzi o pierwszy zarzut to jest zwykła dewocja, która nie ma nic wspólnego z wiarą katolicką, bo Jezus Chrystus zmartwychwstał nie tylko w Częstochowie i człowiek nie tylko wtedy spotyka się z Bogiem, kiedy się modli. Kiedy pracuje to Boga już nie ma? Może robić, co mu się podoba? Może układać sobie życie seksualne, jak mu się chce, bo akurat w tej sferze życia Boga nie ma? Bo teraz nie odmawia różańca? Jakie ktoś ma prawo do tego, aby definiować, że Boga nie może być w tak ważnej sferze ludzkiego życia? Że nie może Go być w sakramencie małżeństwa? Bóg przyszedł do człowieka po to, aby z nim być i to nie tylko w kontekście kościelnym, ale w całej codzienności życia, które ma być właśnie uświęcone obecnością Boga. Dopiero to nasze życie, jak najbardziej święte, czyste, z Bogiem, zanosimy Jemu, np. ofiarując je w Eucharystii.
Żeby widzieć Boga w seksie trzeba być czystym w tej sferze życia. Jak się cudzołoży, jak się ogląda pornografię i przy tym nałogowo masturbuje, to się Boga w seksie nie zobaczy. Jak moi krytycy myślą o takim seksie, to mają rację, że Bóg z nim nie ma nic wspólnego, ale ja mówię im o innym, którego jak piszę w tytule książki jeszcze nie znają.
W drugiej kwestii: różne już o mnie rzeczy napisali na forach. Warto się zastanowić dlaczego ktoś się tak wypowiada. Z jakich problemów wypływa taki bunt wobec poruszania tematyki seksualnej? Dlaczego nie widzą w niej dobra, miłości, sakramentu, Boga? Widać po ich wypowiedziach, jak bardzo nie akceptują tej sfery życia. Ona nie jest w ogóle zewangelizowana.
Mogą Ojcu zarzucić pójście na łatwiznę: łatwiej jest się kochać z żoną, niż np. wziąć udział w adoracji.
Nie słyszałem nigdy takiego poglądu, że ktoś wybiera adorację a nie kochanie się z żoną, aby nie pójść na łatwiznę. Życie seksualne też jest czasami bardzo trudne. Niech ci, którzy krytykują, zaczną żyć w małżeństwie, współżyć i modlić się, wtedy zobaczą, czy to wszystko jest takie łatwe. Ile jest zranień i grzechów w sferze seksualnej? Dlatego tak ważne jest korzystać z łaski sakramentu małżeństwa, aby z Boża pomocą przejść przez wiele raf i móc stworzyć komunię małżeńską. Ci forowicze tak naprawdę mówią, że Bóg małżeństwu jest niepotrzebny. Że jest potrzebny, aby mieć siły poadorować Pan Jezusa w kościele, ale nie jest potrzeby, aby żona w małżeństwie poczuła się kochana. Jak to wszystko jest takie łatwe, to skąd tyle żon, które nie czują się kochane?
A może po prostu katolicy wolą się pomodlić na różańcu czy pójść do kościoła, zamiast pokochać się z żoną, czy mężem?
O wiele łatwiej jest pójść na Mszę świętą. Byłem na Mszy i wszystko jest ok. Przyjąć księdza na kolędzie, a co mi szkodzi? Wszystko odnotowane - porządny katolik. Taki katolicyzm jest o wiele łatwiejszy niż wcielać w życie Ewangelię, uczyć się szacunku dla drugiego człowieka, wchodzić w uczciwą relację mężczyzny z kobietą, kobiety z mężczyzną, poznawać siebie wzajemnie, troszczyć się o siebie.
Zmówiłem różaniec – wszystko jest w porządku wobec Boga, bo się pomodliłem. Modlitwa jest ważna, ale bez życia wiarą na co dzień nie ma chrześcijaństwa. A wiara, to odkrycie Boga w mojej historii życia, w moim małżeństwie, w moim życiu seksualnym. Ewangelia powinna się tutaj objawiać.
Może Ojciec zbyt swawolnie mówi o seksie?
Ale na czym polega ta swawolność? Gdyby ci wszyscy krytycy zaczęli określać moją rzekomą swawolność, okazałoby się, że to co oni mówią o seksualności jest tak mało konkretne, że nikomu nie potrzebne. Inni mają poglądy, których konsekwencje byłyby dopiero szokujące. Trzeba pytać, czy z osobami o takich poglądach mąż, czy żona będą naprawdę szczęśliwi, bo zachodzi podejrzenie, że nie.
Oczywiście jest duża grupa ludzi - żeby złagodzić moją krytykę - która się nigdy nie zastanawiała nad relacją Boga do seksualności, bo nie miała nigdy okazji spotkać się takimi poglądami. Ludzie ci nie wiedzą na czym polegają sakramenty, w których przychodzi Jezus Chrystus. Nie mieli po prostu okazji przemyśleć chrześcijaństwa w kontekście sakramentu małżeństwa. Oni po pierwszym szoku intelektualnym widzą, że to co mówię jest bardzo głębokie i niesamowicie prawdziwe. Są, można tak powiedzieć, pozytywnie zaszokowani tym, że wyraziłem głęboką intuicję wierzących małżonków, którzy nie raz tak po prostu czuli, że w tym czasie Bóg jest z nimi, że współżycie to taka komunia życia małżeńskiego, głęboki moment zjednoczenia się kochających się ludzi, czuli, że Bóg powinien tutaj być, ale nikt im tego nie powiedział, a sami nie śmieli tak odważnie myśleć. Bali się wprowadzić Boga w ich życie seksualne - tego szczęścia tak nazwać. Jednak ci ludzie potem mówią – „myśmy w tym czasie byli blisko Boga, tylko nie byliśmy pewni Jego obecności, ale wyczuwaliśmy ją. On był z nami”.
Ja tylko wydobywam tę głęboką intuicję, która jest u wszystkich normalnych, kochających się małżonków. Bo jak się nie kochają, to moje słowa mogą boleć. Jeśli ludzi boli to, co mówię, to trzeba się zastanowić, czy w małżeństwie nie było przypadkiem przemocy, braku miłości, wykorzystania, nieliczenia się z potrzebami drugiej strony. U niektórych pojawia się żal, że coś ważnego stracili w życiu, a mogli je przeżyć piękniej.
Wygląda jednak na to, że jest Ojciec w Kościele dość osamotniony, jeśli chodzi o promowanie idei „seksu po katolicku”.
To, co do tej pory się w Kościele mówiło na ten temat nie było dla małżonków zbyt zrozumiałe. Spotykam się z małżonkami w ruchach kościelnych, a teraz mam również częsty kontakt z małżonkami, którzy są niewierzący i o nauce Kościoła coś tam tylko słyszeli. Ci ostatni mają takie mity na temat nauki Kościoła, że aż strach! Twierdzą, że skoro Kościół tak naucza jak myślą, to oni w takim Kościele nie chcieli być, odeszli od niego -Ja też bym odszedł, gdybym myślał,że Kościół tak uczy jak oni myślą.
Gdy wyjaśniam o co chodzi, to jakaś grupa katolików ma pretensję. Gdy ludzie odchodzą od Boga w związku ze swoimi problemami seksualnymi, to jest wszystko normalnie. Jakoś nikt nie ma pretensji do tych, którzy coś tam mówili, gdzie więcej było cytowania trudnych dokumentów Kościoła, niż samodzielnej refleksji. Dziś w Kościele w ogóle jest mało samodzielnej refleksji. Aż 98% małżeństw nie umie precyzyjnie określić w jaki sposób w ich życie przychodzi Bóg na mocy sakramentu małżeństwa. Ale intuicję maja dobrą. Uważam, że małżonkowie powinni swoje doświadczenia na różny sposób opisywać, aby z różnych stron wyłapywać niuanse ich wspólnego życia. Przecież tego typu świadectw prawie, że nie ma. O czym my mówimy?
Czy czuję się osamotniony? Tak, bo dla konserwatystów jestem za mało konserwatywny, a dla liberałów za mało liberalny. Ale widzę, że jest ten złoty środek - małżeństw, które nie są tak waleczne, a które są za mną. Tych małżeństw wcale nie jest tak mało i mam nadzieję, że będzie ich jeszcze więcej. Mam swoją armię, ale ona jest raczej cicha. Mam nadzieję, że ona się kiedyś uaktywni i że Fronda mi pomoże (śmiech), że ferment intelektualny waszego środowiska będzie tutaj twórczy.
Ilu Knotzów potrzeba w Kościele, aby media przestały się dziwić, że katolicki ksiądz mówi o małżeńskich pieszczotach i żeby przestano drwić ze stanowiska Kościoła w kwestii seksu? Ilu jeszcze potrzeba takich księży jak Ojciec?
W pierwszej fali medialnej było rzeczywiście sporo sensacji i złośliwości. Także katolicy znani ze sfery publicznej pisali o mnie w bardzo złośliwy sposób. Po tej ostatniej książce już mniej jest drwin, a więcej wsparcia.
Kto się śmiał?
Nie będę wymieniał nazwisk. Mają szansę się zrehabilitować. Pierwsza książka była też pomijana milczeniem, zwłaszcza wtedy gdy manipulowano moimi poglądami i potrzebowałem forum, aby mówić, co w niej jest rzeczywiście. Na szczęście zabezpieczyłem się przezornie i mam swoją stronę internetową www.szansaspotkania.net.
Media nadal przedstawiają Ojca jako sensację.
Tak. Ale już atmosfera się polepszyła. Częściej już mówią o tym, że warto mnie posłuchać. Jest przyjaźniej. Na przykład w ostatni wtorek 28 kwietnia byłem zaproszony do programu „Pytanie na śniadanie”, gdzie była Pani seksuolog, która bardzo ucieszyła się moją książką. A ja cieszyłem się, że spotkałem taką Panią seksuolog, bratnią duszę. W TVN24 chętnie zareklamowali moją książkę a kilku znanych dziennikarzy już zaczęło ją czytać. Poparł mnie seksuolog – profesor z Uniwersytetu Warszawskiego… Jaskółki się pojawiły.
Nie odnosi ojciec wrażenia, że zawstydza tych, do których chce trafić?
Kto mnie czytał lub słuchał nie ma takiego wrażenia. Poza tym ludzie się orientują, że odpowiadam na nurtujące ich pytania. Jak coś wyrasta z dołu, z ludzkich potrzeb, dylematów, to będzie zawsze przyjęte. Może niektórzy są zawstydzeni słownictwem. Najśmieszniejsze jest to, że ja używam tylko terminów medycznych określających intymne części ciała. Przecież wszystko w naszym ciele się jakoś nazywa: oczy, ręce, nogi. Może się komuś stopa kojarzyć brzydko i nie chce tego słowa używać. Ale jak chcę powiedzieć, że chodzę stopami po łące, po rosie, to muszę użyć słowa stopa.
Ktoś może mieć problem, żeby powiedzieć dane słowo, to jest zrozumiałe, bo jak ktoś nie używał nigdy takich słów, to one wydają mu się obce, jakby pochodziły z innego języka. Takich ludzi jest bardzo dużo. Jeżeli jednak ktoś tylko słyszy i jeszcze protestuje, to jest pytanie czy on w ogóle chce budować relację intymną z żoną, z mężem jak nie ma i nie chce mieć języka zdolnego do nazwania tego co się między nimi dzieje?
Jeżeli w małżeństwie się nie układa, to zawsze winne są kwestie związane z seksem?
Nie zawsze. Często jednak te problemy wychodzą w życiu seksualnym, odbijają się na nim, ale też problemy seksualne rzutują na całe życie małżeńskie.
Jest to na tyle częste, że nie do pomyślenia jest, aby o tych problemach nie mówić. Małżeństwa również z tego powodu się rozpadają. Nie można mówić, że „my jesteśmy za wiernością, nierozerwalnością małżeństwa”, skoro tak mało robimy, gdy pary długi czas nie współżyją, bo żona ma złą wizję życia seksualnego lub mąż nie okazuje żonie czułości, a po dwóch piwkach zbiera go na współżycie. Taki mąż i taka żona mogą żyć obok siebie, żona może stać się oziębła, mąż ją może zdradzić, oboje czują się niekochani. Nie mówmy że nie ma problemów, skoro są problemy. Masę jest takich problemów i nie wolno ich przemilczać. Przecież nie przemilczamy mniejszych problemów, a te mamy przemilczać?
Katolicy lubią się kochać?
Pewnie, że się lubią kochać! Małżeństwa które spotykam bardzo sobie cenią życie seksualne, chcą je ulepszyć, wyjaśnić sobie wątpliwości, które często niepotrzebnie blokują ich życie seksualne. Jak ludzie sobie wszystko powyjaśniają są uskrzydleni i pełni nadziei na swoją przyszłość, także i w życiu seksualnym. Przecież to nie jest złe. Nie wolno tych pragnień ludzkich deprecjonować. Bóg przyszedł na świat, aby uszlachetnić ludzką miłość, a nie po to, aby jej zabronić.
Rozmawiała Magdalena Romaniuk
O. Ksawery Knotz jest kapłanem zakonu Braci Mniejszych Kapucynów, doktorem teologii pastoralnej, rekolekcjonistą, duszpasterzem małżeństw oraz redaktorem naczelnym portalu "Szansa Spotkania", skierowanego do małżeństw, które kształtują swoje życie seksualne według nauki Kościoła katolickiego.
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »



