- Gdyby Saakaszwili nie pojechał do Polski, to spotkałoby się to z oburzeniem Gruzinów - mówi portalowi Fronda.pl stypendystka programu Kirklanda w Polsce, Natalia Chubinidze.

 

Fronda.pl: Dlaczego prezydent Micheil Saakaszwili zdecydował się na daleką i trudną podróż na pogrzeb prezydenta Kaczyńskiego?

Natalia Chubinidze*: Gdy w Gruzji trwała dwa lata temu wojna, Lech Kaczyński do nas przyjechał. A warunki były wtedy o wiele cięższe. Polski prezydent był wielkim przyjacielem Gruzji – i dlatego trudno nawet traktować to, co zrobił prezydent Saakaszwili, jako coś nadzwyczajnego. On zrobił to, co musiał zrobić.

Jak Gruzini przyjęli jego polską wyprawę?

Gdyby Saakaszwili nie pojechał do Polski, to spotkałoby się to z oburzeniem Gruzinów. Taka była po prostu wola narodu. Gruzini bardzo przeżyli smoleńską tragedię. Każdy z nas wie, ile Lech Kaczyński dla nas zrobił. W polskiej ambasadzie w Tibilisi przez trzy dni mieszkańcy kraju wpisywali się do księgi kondolencyjnej, stali w długiej kolejce, by móc to zrobić.

Co myślą mieszkańcy Gruzji o przyczynach katastrofy samolotu prezydenckiego?

Oczywiście wiemy to, co jest podawane oficjalnie. Mamy nadzieję, że polskie i rosyjskie struktury śledcze będą ze sobą zgodnie współpracować i dowiemy się, co było prawdziwą przyczyną tej tragedii.

Na Facebooku do anglojęzcznej grupy „Katastrofa lotnicza w Smoleńsku powinna zostać zbadana przez międzynarodową komisję”, zapisało się bardzo wielu Gruzinów. Czy to znaczy, że nie ufają oni Rosjanom, którzy prowadzą śledztwo?

Przeprowadzenie śledztwa przez międzynarodową komisję miałoby sens. Jeśli jednak chodzi o zaufanie do Rosjan, to mają je Polacy, skoro z nimi współpracują. Śledztwo musi być dobrze prowadzone, a jego wyniki – obiektywne. Do tego konieczne jest, by Rosjanie przekazywali Polakom wszystkie informacje, jakie posiadają.

Czy po śmierci Lecha Kaczyńskiego relacje z Gruzją się ochłodzą?

To dobre pytanie. Prezydent Kaczyński był wielkim przyjacielem Gruzji, odczuwał z nami wielką empatię. Jednak nasze wzajemne relacje nie ograniczają się do poziomu rządów. Łączą nas przecież wspólne interesy. Od lat dobrze ze sobą współpracujemy – by przypomnieć choćby historię gruzińskich oficerów, którzy po utracie niepodległości przez nasz kraj w 1921 roku walczyli w Polskiej armii (część z nich zginęła później w Katyniu). Gruzini walczyli także w Powstaniu Warszawskim. Cerkiew w Polsce czci także św. Grzegorza Peladze, który w Auschwitz-Birkenau oddał życie za drugiego człowieka.

Jednak bardzo prawdopodobne jest, że prezydentem zostanie Bronisław Komorowski, który mocno krytykował gruzińską wyprawę prezydenta Kaczyńskiego do Gruzji.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy popierał ten krok. Ale to, czy nasze relacje się zmienią, czy nie, nie zależy od polityków polskich czy gruzińskich. Oni i tak będą musieli realizować wolę narodów, które reprezentują. A te są ze sobą bardzo blisko i mają wspólne interesy.

Prezydent Saakaszwili jest przedstawiany jako polityk niezbyt demokratyczny, szczególnie niechętny wolności mediów.

Gruzja jest młodą demokracją i nie będę ukrywać, że mamy problemy ekonomiczne, czy z prawami człowieka. Szczególnie widoczne jest to w zakresie wolności słowa. Brakuje nam także silnych instytucji demokratycznych, mocnych organizacji pozarządowych. Jednak z drugiej strony Saakaszwili zrobił bardzo wiele dla naszego kraju. Jego reformy – gospodarcze, systemu edukacji, sądownictwa, spotykają się z krytyką, ale były konieczne. Kto widział Gruzję 15 lat temu widzi, że kraj zmienił się nie do poznania – na lepsze.

Dla niektórych jest manipulatorem, który dopuścił do emisji filmu przedstawiającego atak wojsk rosyjskich na Gruzję, bez podania informacji, iż jest to fikcja.

Uważam, że takie filmy nie powinny być pokazywane w największych telewizjach, gdyż wzbudzają w ludziach niepotrzebny lęk. Jednak wcześniej podawano, iż nie jest to materiał prawdziwy, a fikcja. Faktem jest, że ludzie nie przestraszyliby się tak, gdyby nie pamiętali wojny sprzed dwóch lat. Dlatego to, co widzieli na ekranach telewizorów, wydało im się bardzo prawdopodobne. Ludzie po prostu boją się wybuchu kolejnego konfliktu.

Ten film został zinterpretowany jako podkreślanie antyrosyjskiej linii Saakaszwilego. Czy gruziński prezydent nie chce ocieplenia stosunków z potężnym, północnym sąsiadem?

Oczywiście nie wiem, czego chce prezydent Saakaszwili. Na pewno nie chce pogorszenia relacji z Rosją; jednocześnie obiera kurs proeuropejski. Taka jest zresztą wola narodu. Trudno jest myśleć o polepszeniu relacji z Rosją – czego z kolei chce część opozycji – gdy wielkie imperium chce wciąż nas sobie podporządkowywać i jest główną przyczyną naszych problemów. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że mamy obecnie ok. 26 tysięcy uchodźców wewnętrznych, uciekinierów głównie z tak zwanej Południowej Osetii. Dzięki reformom gospodarczym, ułatwieniu działalności przedsiębiorcom, które przeprowadził prezydent Saakaszwili, byłoby nam o wiele łatwiej o inwestorów zagranicznych, gdyby nie ciągła niepewność związana z Rosją. Nikt nie chce inwestować w kraju, który jest niestabilny – choć na szczęście to się znacznie poprawia. Dlatego ludzie nie chcą wracać do układów z Rosją.

Jakim poparciem cieszy się prezydent Saakaszwili w Gruzji?

W 2004 roku w wyborach prezydenckich poparło go 96 proc. głosujących. Od tego czasu poparcie oczywiście spadło, część ludzi czuje się rozczarowanych reformami. Jednak opozycja ich do siebie nie przekonuje – szczególnie ta ostra, nieprzejednana, która widzi tylko same problemy. Poza tym za granicą przesadnie mówi się o złych relacjach między prezydentem a opozycją. Duża część opozycji jest konstruktywna, krytykując, ale nie dla samej krytyki. Dużym sprawdzianem dla poparcia prezydenta będą wybory lokalne 30 maja.

Rozmawiał Stefan Sękowski.

*Natalia Chubinidze jest absolwentką stosunków międznarodowych i stypendystką Lane Kirkland Scholarship Program w Polsce.

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »