Zbrodnia, jakiej dokonała Magdalena M., poruszyła nawet najzimniejsze serca. Na ul. Stalowej, okrytej niechlubną sławą, Magdalena M. poderżnęła gardło swojej koleżance, potem podpaliła w dwóch miejscach mieszkanie. Zamknęła drzwi i uciekła, choć wiedziała, że w mieszkaniu śpi dwoje dzieci zamordowanej: ośmioletnia Oliwia i roczny Norbert. Bezwzględna morderczyni już dziś stanie przed sądem. Jest oskarżona o potrójne morderstwo.

Stalowa do niedawna była uznawana za miejsce bezpieczne właściwie tylko dla „miejscowych” i nadal niewielu chciałoby przejść się tam na wieczorny spacer.

Masakra, jaka wydarzyła się w nocy z 1 na 2 listopada 2015 r. w jednym z budynków na tej mrocznej ulicy wzburzyła nawet opryszków, którzy niejedno widzieli.

Zabójczyni, 32-letnia Magdalena M. , znana policjantom już w czerwcu 2015 r. napadła na jeden z salonów gier na warszawskiej Pradze Północ, skąd zabrała dwa telefony. Wpadła, ale udało jej się wyjść na wolność,  bo odegrała przed funkcjonariuszami ,,szopkę'': zagrała rolę ciemiężonej kobiety, zmuszonej do przestępstwa przez niegodziwego partnera, który w efekcie zamiast niej trafił do aresztu.

Z ofiarą,  27-letnią Pauliną L. Magdalenę M. łączyły wspólne interesy - obie handlowały m.in. pańską skórką. Starsza z kobiet miała się także spotykać z jednym z byłych partnerów młodszej koleżanki.

1 listopada ok. godz. 22 lub 23, Magdalena K. odwiedziła Paulinę, rzekomo w celu rozliczenia się za sprzedany towar. Nieznany jest dalszy przebieg spotkania, jednak w  pewnym momencie Magdalena M. chwyciła nóż. Uderzała nim w szyję Pauliny. Później poderżnęła jej gardło. Ukradła z mieszkania ok. 1,5 tys. zł w gotówce, dwa telefony i biżuterię, z palców zamordowanej zdjęła pierścionki.

Ze spokojem rozlała później łatwopalną ciecz i podłożyła ogień. Już prawdopodobnie opary i dym, który nie mógł znaleźć ujścia z powodu szczelnych okien, zabił dwójkę śpiących dzieci. Tak wskazuje śledztwo, jednak nawet gdyby dzieci się przebudziły - i tak nie miały szans przeżycia, bo okna były okratowane, a drzwi zamknięte od zewnątrz.

Straż pożarna po zgłoszeniu, że czuć swąd spalenizny, przyjechała na Stalową 38 około 1.15 w pn. 2 listopada, ale strażacy nie zlpkalizowali źródła dymu ani swądu, więc odjechali.

Po raz drugi przybyli około godz. 15., po zgłoszeniu przez przyjaciela domu, że mieszkanie jest zamknięte i czuć zapach spalenizny. Dopiero wtedy strażacy odkryli zwłoki kobiety i dzieci.

Po zatrzymaniu Magdalena M. przyznała się do morderstwa i szczegółowo opisała przebieg wydarzeń.

''Magdalena M. została oskarżona o to, że w nocy z 1 na 2 listopada 2015 r. w Warszawie, działając w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia Pauliny L. i w związku z dokonanym rozbojem, zadała jej liczne rany cięte szyi skutkujące śmiercią pokrzywdzonej (…), a następnie działając w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia dzieci pokrzywdzonej i w celu zatarcia śladów przestępstwa, używając ropopochodnej substancji, podłożyła ogień w mieszkaniu (…), po czym je opuściła zamykając drzwi na klucz, wskutek czego doszło do pożaru i śmierci dzieci pokrzywdzonej w wyniku zatrucia tlenkiem węgla. Podejrzana w chwili czynu była poczytalna i może brać udział w postępowaniu karnym;;

 – takie oświadczenie wydała  w lipcu 2016 r. prokuratura.

Okrutnej zbrodniarce, „Diablicy ze Stalowej” - jak  mówią o niej poruszeni mieszkańcy Pragi, grozi dożywocie. W ich opinii, to będzie dla niej lepiej, bo na Pradze takich rzeczy się nie wybacza.

''Tu nikt jej nie wybaczy tych dzieciaczków'' – stwierdził jeden z mieszkańców Stalowej.

LDD/TVP Info/Fronda.pl