Mateusz Kijowski przed kolejnym „wielkim” pochodem KOD już ogłasza, że członkowie komitetu są zastraszani. Tak właśnie usprawiedliwia brak chętnych osób do demonstrowania.
Tak, wiem. Dzisiaj trudniej jest wychodzić na ulice.Władza straszy ludzi. Urzędnicy, którzy się zaangażują, mogą stracić pracę. Pracownicy instytucji czy organów samorządowych również są na cenzurowanym. Ale nawet międzynarodowe korporacje chcą mieć dobre relacje z rządem i zniechęcają swoich pracowników do udziału w jakiejkolwiek politycznej działalności. Niektóre nawet podobno zakazują udziału w publicznych działaniach KOD-u, bojąc się reperkusji. A Ty? Pójdziesz z nami?
-
pisze w portalu natemat.pl lider KOD.
Mateusz Kijowski nawiązuje tez do wielkiej idei „Solidarności”, co nie przeszkadza mu, by w swoje szeregi przyjmować byłych milicjantów, prokuratorów i sędziów z okresu PRL. W jednym, rzekomo „solidarnościowym”, worku wszyscy znajdą swoje miejsce.
Jeżeli chcesz zadbać o przyszłość swoją, swoich dzieci i wnuków, przyjdź na marsz. Nie stój obojętnie, kiedy atakują innych, bo kto się sprzeciwi, kiedy zaatakuje Ciebie? Niech nikt z nas nie będzie sam. Przypomnijmy sobie wspaniałe słowo i piękną ideę – Solidarność! Na marsz idziemy, żeby pokazać, że nadal jest dla nas ważna.
-
Kijowski apeluje w swoim „liście do narodu”.
Idea „Solidarności” to ostatnia deska ratunku dla Kijowskiego dlatego kontynuuje on swoją odezwę w następujący sposób:
Kiedy władza nami gardzi, kiedy z nas kpi, kiedy używa swojej siły, żeby nas pognębić i upokorzyć, zamieńmy naszą słabość w naszą siłę! Wytworzymy nowy rytm. Rytm wolności, równości i demokracji. Rytm Solidarności.
— wzywa swoich „wyznawców”.
Nerwowość i emocjonalność listu Kijowskiego nie dziwi. Doskonale zdaje sobie on sprawę, że jak dalej tak pójdzie w szybkim tępie straci on pracę.
TZW/natemat/fronda
