Filozof i obrońca praw człowieka wypowiedział się na ten temat dla niemieckiego dziennika "Tagesspiegel".

 

"Jest mi wstyd za niego" - oświadczył pod adresem Depardieu. Zarzucił aktorowi utrzymywanie kontaktów z prezydentem Czeczenii Ramzanem Kadyrowem i branie od niego pieniędzy, a także to, że uzyskał paszport rosyjski "dzięki nadzwyczajnej interwencji Putina".

 

Wśród polemiki nad Sekwaną wywołanej decyzją Depardieu o przeprowadzce do Belgii - z powodu zbyt wysokich podatków we Francji - Kreml ogłosił w czwartek, że Putin przyznał aktorowi obywatelstwo Rosji.

 

W liście opublikowanym przez rosyjską TV Depardieu potwierdził, że zwracał się o paszport rosyjski. Podkreślił swą wielką sympatię dla Putina i nazwał Rosję "wielką demokracją". Przypomniał też swoje uwielbienie dla kultury rosyjskiej.

 

Depardieu często bywa w Rosji na festiwalach filmowych, m.in. jako członek jury festiwalu w Moskwie, i na wielu innych imprezach z udziałem celebrytów. Wystąpił też w kilku reklamach - m.in. jednego z banków, keczupu oraz sklepu spożywczego.

 

Media francuskie przypomniały w czwartek częste wizyty Depardieu w Rosji i jego podziw dla rosyjskiej literatury, ale też wypomniały mu kontakty z autorytarnymi przywódcami na obszarze byłego ZSRR, w tym właśnie z Kadyrowem.

 

Glucksmann, jeden z najbardziej znanych francuskich filozofów i publicystów, przyjaciel rosyjskich dysydentów, w czasach komunizmu wspierał polską Solidarność i czeską opozycję, a w ostatnich latach zaangażował się w obronę prawa Czeczenów do niezależności.

 

W artykule sprzed roku w "Le Monde" Glucksmann nazwał Putina "największym globalnym protektorem - wraz z Chińczykami - wszystkich despotów, od Iranu po Koreę Północną", a także "sprawcą mordów na Kaukazie".

 

sm/(PAP)