Historia miała się skończyć, bo dobrobyt i godność zagwarantować miała demokracja liberalna. Francis Fukuyama widział w niej ustrój, do którego zmierzała historia całego świata. Dziś okazuje się, że dobrobyt i godność mogą zapewnić także państwa o innym ustroju - także autorytarnym. Chiny pokazują, że demokracja liberalna może odejść do lamusa, pisze na łamach ,,Wall Street Jorunal'' brytyjski politolog David Runciman z Uniwersytetu w Cambridge.
Runciman zwraca uwagę na dysproporcję między autorytarnymi Chinami a demokratycznymi Indiami. To w Chinach ludzie żyją dziś dłużej (średnio o 10 lat), to w Chinach PKB jest wyższe (czterokrotnie), to w Chinach wskaźnik ubóstwa jest niższy (dwukrotnie). Chiny zapewniają swoim obywatelom coraz większy dobrobyt. Dbają też o godność - ale nie godność indywiduum, ale godność narodową. Chińczycy nie mogą ,,wyrażać się'' tak swobodnie, jak ludzie na Zachodzie - dlatego otrzymują godnościowy ekwiwalent, nacjonalizm.
W Chinach, pisze Runciman, dobrze rozwija się klasa średnia - znacznie lepiej niż na Zachodzie, gdzie podupada i ma wrażenie opuszczania jej przez państwo. W zachodnich demokracjach nie ma stabilności, ludzie mają rosnące poczucie wykluczenia. Korzyści materialne są rozproszone i rosną nierówności. Autorytaryzm bywa skuteczniejszy także tam, gdy idzie o wielkie strukturalne inwestycje. Nawet w walce z problemami ekologicznymi państwo chińskie potrafi wykazać się dużą aktywnością - na przykład, pisze Runciman, w ciągu zaledwie jednego roku podwajając udział energii słonecznej w sieci energetycznej kraju. W Chinach bywa, że sprawy załatwiane są jakby z dnia na dzień - nie ma przeszkód we wdrażaniu w życie woli partii.
W ten sposób okazuje się, że globalnie model chiński jest alternatywą dla modelu demokracji liberalnej. Świadczy o tym sukces - o ile chiński sukces, tak silnie zależny od rozwoju gospodarczego, okaże się trwały.
Według Runcimana jest dzisiaj skrajnie mało prawdopodobne, by chiński model przyjął się w rozwiniętych, bogatych krajach zachodnich. Społeczeństwa nie zrezygnują ze swoich osobistych wolności. Co innego w rozwijających się krajach Afryki i Azji. Tam demokracja liberalna nie musi bynajmniej zwyciężyć. A jednak pod wpływem rozmaitych możliwych problemów i perturbacji, na czele z postępującym rozziewem między pragnieniami obywateli a możliwościami władzy, także model chiński może zyskiwać na atrakcyjności, uważa Runciman.
Na fundamentalne problemy modelu zachodniego zwraca też uwagę Marek Cichocki. Na łamach ,,Rzeczpospolitej'' filozof ten pisze o głębokim kryzysie, w którym znalazła się zachodnia wspólnota wartości pod wpływem między innymi rosnących nierówności społecznych oraz migracji. Cichocki wskazuje na wyrażoną niedawno myśl amerykańskiego politologa Johna Ikenberry'ego. Ikenberry napisał, że jednorodność Zachodu to sztuczny twór - przetrwał tak długo tylko dzięki utrzymującej się hegemonii światowej USA. Cichoki pisze, że tak samo jest w Europie. Jednorodność demokracji liberalnej panuje tu tak długo, jak długo panować będzie UE.
Czy w taką możliwą do pomyślenia pustkę po liberalnej demokracji wchodzić zacznie autorytaryzm na modłę chińską? To pytanie pozostaje otwarte - ale wielomiliardowe chińskie inwestycje w Europie każą przypuszczać, że z roku na rok w przestrzeni publicznej będzie coraz więcej lobbystów tego autorytarnego porządku. Za chińską gospodarczą kolonizacją krok w krok postępować może kolonizacja polityczna.
mod/wyborcza.pl, rzeczpospolita.pl, fronda
