Dyscyplina partyjna zakłada, że wszyscy posłowie myślą tak jak partia – matka. Dokładnie tak samo, jak było to ustroju minionym (jak widać nie całkiem minionym) kiedy to przewodnia siła wiedziała wszystko najlepiej a każdy myślący inaczej był wrogiem, zdrajcą, warchołem i elementem antysocjalistycznym. Sumienie nie było towarem pożądanym, za słuchanie jego głosu groziło – w najlepszym wypadku – wywalenie z partii.
Dziś jest tak samo. Za kierowanie się podczas głosowania, na którym szef klubu ogłosił dyscyplinę, głosem sumienia grozi kara finansowa i wydalenie z ugrupowania. W odróżnieniu od czasów przeszłych posłowie niczego gorszego obawiać się nie muszą, jednak dla wielu i te konsekwencje są zbyt dotkliwe. Głosują więc jak partia kazała i rozkładają bezradnie ręce.
Jednym słowem rządzą nami ludzie, którzy sprzedają własne sumienia za paręset złotych i stołek. Bardzo niesympatyczna konkluzja biorąc pod uwagę to, jakimi ludźmi są władcy trzech partii dzierżących władzę w naszym kraju. Tak, trzech, bo obok PO i PSL sojusznikiem rządu jest – co pokazało głosowanie emerytalne – Janusz Palikot. Jedynym sposobem by uchronić Naród przed samowolą partyjnych watażków jest prawny zakaz stosowania dyscypliny podczas głosowań i wymuszania w jakikolwiek inny sposób decyzji na posłach, decyzji, która powinna być dla każdego z nich suwerenna. Można by też, oczywista oczywistość, podczas najbliższych wyborów (niezależnie, czy będą terminowe czy też nie) po prostu wybrać polityków, którzy są nieprzekupni, których sumienia nie są dziurawe jak rzeszoto i którzy są po prostu uczciwi, jednak obawiam się, że takich pośród kandydatów znaleźć nie będzie sposobu.

