Dziwnym trafem szef Ruchu Poparcia samego siebie nie zauważył, że tuż po słynnym głosowaniu wszystkie niemalże media niczym harpie rzuciły się na tych przerażonych posłów wyzywając od talibów, ciemnogrodu i nieczułych na los kobiet religijnych oszołomów. Kubły pomyj nie zostawiające na nich suchej nitki (to chyba dla kontrastu z tym stosem) biłgorajskiemu gorzelnikowi jednakowoż absolutnie nie przeszkadzały, mainstreamowi redaktorzy wyrażali wszak tylko własne poglądy do czego mają konstytucyjnie zagwarantowane prawo. Podobnie nie przeszkadzały mu pioruny rzucane z jasnego, sejmowego nieboskłonu przez pana premiera, który przedzierzgnął się na krótką chwilę w gromowładnego Zeusa. To było w porządku, chodziło wszak tylko i wyłącznie o uświadomienie błędów i wypaczeń oraz reakcyjnego skrzywienia niepokornym przedstawicielom narodu.

 

Co innego biskupi, oni mają siedzieć cicho a każde wygłoszone przez nich słowo to próba nacisku na polityków, próba stanowienia prawa niedopuszczalna w świeckim i neutralnym światopoglądowo państwie. „Kościół nie stanowi prawa w Polsce, ale domaga się pełnego poszanowania wolności sumienia parlamentarzystów w głosowaniach” napisali w swoim oświadczeniu członkowie Konferencji Episkopatu Polski rozwijając czerwoną płachtę przed byczymi oczami Palikota. Wszak wolność sumienia polega na braku sumienia a każdy przejaw jego obecności to watykańskie kajdany, w które zakute są umysły chrześcijańskich posłów, którzy naukę Chrystusa traktują z pełną powagą a nie tylko jako element PiaRu pozwalający zdobyć głosy moherowych babć.

 

Alexander Degrejt