Tylko w ubiegłym, 2011 roku, 2300 interpretacji przepisów podatkowych zostało przez podatników zaskarżonych do sądu a znaczna część tych skarg została rozpatrzona na korzyść podatników. Skarb państwa poniósł w związku z tym straty, które kością w gardle stanęły ministrowi Rostowskiemu. Budżet się nie domyka a krnąbrni obywatele zamiast w podskokach odnosić swoje pieniądze do Urzędu Skarbowego stają okoniem i próbują się bronić. To niedopuszczalne. W sukurs ministrowi przyszedł prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, który wymyślił ową podwyżkę wpisów sądowych a ministrowie odetchnęli z ulgą. Teraz obywatel może sobie robić co chce, jego pieniądze do budżetu trafią i tak – albo w ramach podatku, albo jako opłata sądowa. Czy się stoi, czy się leży, państwu się należy.

 

Na koniec drobna refleksja, która przyszła mi do głowy pod wpływem lektury tegoż genialnego pomysłu: czy pan prezes NSA, panowie ministrowie i pan premier nie obawiają się, że już wkrótce sądy mogą zostać zawalone pozwami skierowanymi przez złodziei przeciwko policjantom, którzy zapobiegli włamaniom? W końcu przedstawiciele półświatka też przez nich ponieśli straty a utracone korzyści to jak najbardziej sprawa do rozpatrzenia przez wymiar sprawiedliwości...

 

Alexander Degrejt