Kilkanaście tysięcy ludzi protestowało w Gdańsku przeciwko decyzji KRRiTv, która nie przyznała telewizji „Trwam” miejsca na cyfrowym multipleksie i tym samym wykluczyła stację ojca Rydzyka z medialnego rynku. Podobnie było w Lublinie i Białymstoku. Ktoś powie, że przecież toruńska telewizja na tym rynku istnieje od dawna a nigdy nie była nadawcą naziemnym. To prawda, jednak w połowie przyszłego roku rynek całkowicie się zmieni. Po uruchomieniu wszystkich cyfrowych multipleksów oferta naziemna stanie się konkurencyjna, wielu ludzi – zwłaszcza starszych i mniej zamożnych – zrezygnuje z kablówek i anten satelitarnych. I oni właśnie stracą dostęp do jedynej w Polsce katolickiej telewizji. Co ważne, to właśnie ci ludzie są jej głównymi odbiorcami. Można tę sytuację oczywiście uznać za przypadek i potraktować serio tłumaczenie Krajowej Rady o finansowych aspektach nieprzyznania koncesji. Można też spojrzeć nieco szerzej i dostrzec, że jest to jeden z elementów platformerskiej walki z Kościołem Katolickim.
Jak napisałem wyżej wielu ludzi zrezygnuje z usług dostawców programów satelitarnych bo naziemna oferta będzie im w zupełności wystarczała. Będzie to podyktowane sytuacją materialną (po co płacić dwa abonamenty – państwowy i dostawcy – skoro można jeden) i właśnie to był główny powód decyzji Krajowej Rady. Odcięcie odbiorców od nieprzychylnych władzom mediów zapewni tym ostatnim spokój, chwilę wytchnienia i jest sposobem na przeciągnięcie znacznej części społeczeństwa na swoją stronę. Niepokorny ojciec Tadeusz Rydzyk jest solą w oku rządzących, nie tylko tych z Platformy Obywatelskiej, PiS też nie był ich pupilkiem bujanym na kolanie. Jednak żadna inna partia nie odważyła się na otwartą wojnę z katolikami, dla których toruńska telewizja jest ważnym elementem codziennego życia i najbardziej zaufanym źródłem informacji. I o to właśnie chodzi, o informację niezgodną z PiaRem rządzącej partii. Eliminacja tego medium jest jak gwiazdkowy prezent dla Donalda Tuska, który jest uczulony na każdy przejaw krytyki własnej osoby o czym przekonali się już „kibole” i „faszyści”. Dziś przyszedł czas na ojca Tadeusza i Kościół, kto będzie następny? Nie wiem, ale może to być każdy: emeryt narzekający na wysokość świadczenia, dziennikarz wychwytujący wpadki Słońca Peru, biznesmen dławiony drakońskimi podatkami czy... przypadkowy bloger. Jeżeli nie chcemy obudzić się w kraju, w którym obowiązuje tylko jeden tor myślenia musimy działać.
We współczesnym świecie to media kreują rzeczywistość. Polityk, którego nie ma w telewizji nie istnieje, nie jest w stanie przebić się ze swoim przekazem do zbiorowej świadomości. Telewizja „Trwam” jest jedną z niewielu platform dających możliwość zaistnienia ortodoksyjnym katolikom i ludziom kierującym się w swojej publicznej działalności ewangelią i nauczaniem Chrystusa, którym w dobie wszechwładnej politycznej poprawności trudno dotrzeć do odbiorców. Gdyby rządzący faktycznie kierowali się ideałami demokracji sami dbaliby o różnorodność ofert na medialnym rynku. Niestety, im zależy tylko na utrzymaniu wpływów i kreowaniu rzeczywistości na własną miarę. Dlatego można nie lubić ojca Rydzyka, można mu wiele zarzucić, ale w imię demokracji trzeba go poprzeć. Bo tylko on jest dziś gwarantem ograniczanej na każdym kroku wolności słowa i kompletności przekazu informacyjnego jaki do nas dociera.

