Zaznaczam, że nie o dialog w sensie porozumienia tu chodzi, ale o przedstawienie swoich racji. Ma być po kilku ekspertów po każdej ze stron ("oni" wspominali o prof. Środzie i p. Pacewiczu, ale zupełnie nie wiem, czy to tylko marzenia czy zamierzenia czy konkretne plany - sądzę, że uzyskają wydatną pomoc) i kilku uczniów, reszta uczniów może przysłuchiwać się debacie. U nas byłby pan Tomasz Terlikowski, Marcin Szydzisz - dr nauk społecznych z Uniwersytetu Wrocławskiego i znajomy z duszpasterstwa Wawrzyny oraz ja ks. Wojciech Zięba.
Ważne w tej całej sprawie jest podanie proporcji. Grupka przeciwników krzyża jest malutka. W debacie uczestniczących będzie po równo, nie chcę żeby to wyniośle zabrzmiało, ale oczywiście jest różnica, kiedy rozmawia się 15 do 15 czy 130 do 2, prawda?
Jeśli chodzi o obrońców szkoły, to jest to pospolite ruszenie.
Ja się nie boję, jestem stary komunę pamiętam.
Ks. Zięba powoływał się na słowa niejakiego Klausa (nie pamiętał nazwiska, znalazłam, że Bachmann – pracuje na politologii na UWr), który a propos tej sytuacji miał powiedzieć, jak to w Niemczech bywało: Ojcowie zakładali krzyże, a synowie je zdejmują. Znalazłam prawidłowy cytat:
„Dlatego wrocławskiego sporu o krzyż nie traktuję w kategoriach wojny religijnej, lecz w kategoriach konfliktu pokoleń. Mniej więcej 25 lat temu pokolenie rodziców uczniów, którzy teraz walczą o usunięcie krzyży z klas, walczyło o to, aby móc je powiesić”.
http://wyborcza.pl/1,75968,7336384,Spor_o_krzyze_to_konflikt_pokolen__nie_wojna_religijna.html
U nas przecież krzyże zakładał naród a teraz jakaś grupka chce je ściągać – mówił ks. Zięba.
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
