Debatę rozpoczęło wystąpienie Kai Godek, mamy dziecka z Zespołem Downa i zaangażowanej prolajferki. Ona mocno przypomniała, co oznacza aborcja eugeniczna dla niepełnosprawnych. - Państwo mówi niepełnosprawnym dzieciom: jesteście gorsi, nie zasługujecie, aby żyć. Zabicie dziecka jest złem, ale zabicie dziecka niepełnosprawnego już nie - podkreślała. - Jest to wielka nierówność wobec prawa i dyskryminacja. Na to, jakie dziecko nam się pocznie, nie mamy wpływu, jak nie mamy wpływu na to czy urodzin nam się chłopiec i dziewczynka. Apeluję o przyjęcie naszej nowelizacji, bo to projekt apolityczny, ponadpartyjny i jest odpowiedzią na głęboką potrzebę społeczeństwa. W głosowaniu jawni się nasze człowieczeństwo. Aborcja nie zapobiega niepełnosprawności. To zabicie dziecka, które już żyje - dodała.
A Jan Dziedziczak z PiS zapewniał, że trzeba zrobić wszystko, „aby znieść dyskryminację osób niepełnosprawnych”. - One też muszą mieć możliwość urodzenia się i bycia wśród nas. Niestety w zachodniej Europie aborcje takich ludzi to jest częsty proceder. Tam dzieci z zespołem Downa się już nie rodzą. Mówią się o ostatecznym rozwiązaniu problemu zespołu Downa. Ale nie musimy tego naśladować - mówił Dziedziczak.
Jego partyjny kolega uzupełniał zaś: „Co roku 42 mln ludzi jest usuwanych. Według badań z USA od 89 do 97 proc. przypadków zdiagnozowania zespołu Downa jest poddawanych aborcji. A według badań francuskich 27 proc. przypadków dzieci z wadą serca jest usuwanych. To jest prawdziwa skala dramatu, o którą trzeba się w tej izbie dopominać. Mówimy o milionach istnień, które trzeba chronić. Jeśli nie macie ambicji, aby chronić życie ludzkie, nie odrzucajcie chociaż projektu w pierwszym czytaniu”.
Dramatycznie brzmiało też wystąpienia Johba Godsona. On nie wahał się zadawać pytań wprost. - Czy zabilibyśmy nasze urodzone już dziecko, gdyby okazało się, że jest nieuleczalnie chore? Dlaczego dajemy więcej praw zwierzętom niż dzieciom? Dlaczego oburza nas sprawa małej Madzi, a śmierć 600 usuniętych rocznie upośledzonych dzieci już nie? - pytał Godson.
Tadeusz Woźniak zaś z Solidarnej Polski podkreślał, że choć można zabić dziecko, to nie można usunąć go z pamięci matki. - Wyrzuty sumienia mogą trwać do końca życia – mówił.
TPT
