Dariusz Loranty: Po to wybieramy polityków i po to mamy elity polityczne, aby przewidywały pewne sytuacje na wiele lat do przodu, a nawet na wiele pokoleń. Nie może być tak, że politykę tworzy się pod wpływem chwilowego impulsu, czyli na przykład jakiejś wypowiedzi postępowego aktywisty, do której dostosowuje się pewne działania. Przykład wyjścia na wolność Mariusza Trynkiewicza i jemu podobnych jest dowodem na to, że ludzie, którzy rządzą Polską nie są ludźmi przewidującymi. Nie mają poczucia, że tworzenie prawa wymaga świadomości jego skutków za kilka czy kilkanaście lat. Gdy by nie media, społeczeństwo nie dowiedziałoby się o skutkach nieodpowiedzialności ludzi sterujących naszym krajem.

Trynkiewicz to wyjątkowo groźny i niebezpieczny przestępca, którego skazano na karę śmierci. Pod wpływem zawartych umów międzynarodowych kara ta została mu zamieniona na 25. lat więzienia. Tłumaczy nam się, że obecne prawo nie przewidywało wtedy dożywocia. Ale co z tego? Kiedy w wyniku podpisanych przez Polskę umów międzynarodowych, zmieniono Trynkiewiczowi karę śmierci na 25. lat więzienia, nie pomyślano, że te 25. lat nie będzie trwać wiecznie. Trzeba mieć świadomość, że kara kiedyś upłynie i Trynkiewicz, w wieku pięćdziesięciu kilku lat wyjdzie na wolność jako człowiek, który odpokutował. Myślenie było potrzebne wtedy.

W tej chwili obserwujemy panikę polityków rządzących, którzy próbują od ręki naprawić to, co kiedyś zostało zepsute. Wpadli więc na pomysł, aby Trynkiewicza po raz wtóry ukarać za ten sam czyn. Państwo prawa, w ramach którego – a przynajmniej tak się zdaje – funkcjonujemy, ma pewne zasady wywodzące się z prawa rzymskiego. To fundamenty państwa prawa. Jedną z nich jest zasada karania człowieka raz za ten sam czyn. Kolejną – zasada, że jakiś czyn staje się przestępstwem wtedy, kiedy zostanie opisany w prawie jako przestępstwo. Ma dyspozycję, opis i sankcję czyli karę za jego dokonanie. Jeżeli człowiek, po ustanowieniu tego prawa, dokona przestępstwa, na podstawie odpowiedniego opisu skazujemy go. To dwie fundamentalne zasady obowiązujące w tworzeniu prawa karnego.

W przypadku Trynkiewicza i jemu podobnych, w wyniku panicznego działania polityków wszystko legnie w gruzach. Chcemy go zamykać i karać po raz wtóry za to, za co już został ukarany. Zgodnie z obowiązującym prawem, Trynkiewicz już odpokutował. Strasznie mi przykro, że te słowa wypowiadam ja, zdeklarowany zwolennik kary śmierci. Kary, która jest odpowiednim sposobem na rozwiązanie pewnych zagrożeń, które dotykają każde społeczeństwo. W każdym jest bowiem grupa osób szalenie niebezpiecznych, które nigdy nie poddadzą się procesowi resocjalizacji i zawsze pozostaną niebezpieczni. W innych krajach takie problemy rozwiązano tak, że owszem, jest kara, ale przeprowadza się dodatkowe badania i najgroźniejsi przestępcy poddawani są izolacji na podstawie, jakby to powiedzieć, „rozszerzonego rozumienia zaburzeń osobowości” w zakresie psychiatrii.

Według mnie to niebezpieczne prawo. Proszę jednak pamiętać, że Trynkiewicz nie jest osobą chorą psychicznie. Gdyby tak było, to nie odpowiadałby on karnie za zbrodnie, jakich się dopuścił. Trynkiewicz ma „jedynie” zaburzoną osobowość i zaburzone preferencje seksualne. Żyjemy jednak w czasach, w których zaburzone preferencje seksualne stają się powszechną normą. I co? Zamkniemy Trynkiewicza za zaburzone preferencje seksualne? Kanon „preferencje seksualne” w ciągu kilkunastu lat, na moich oczach uległ gwałtownym zmianom. Zamkniemy go za fakt bycia zaburzoną osobowością? To pojęcie zmienia się i ewoluuje. Co wtedy z posłem, który ma tak zaburzoną osobowość, że wcześniej był w nie swoim ciele, a teraz już jest ? Jest zaburzoną osobowością czy nie? Tu się kłóci dyskusja publiczna z realiami psychiatryczno-prawnymi. I co zrobić z Trynkiewiczem? Wypuścić na wolność, bo nic innego zrobić nie można. To jest wolny człowiek, który odbył karę, a który w niedługim czasie wystąpi o zamazanie tej kary.

Wypowiedź ministra Sienkiewicza odebrałem jako formę uspokojenia społeczeństwa, miła dla ucha, ale sprzeczna z obowiązującym prawem. Pozbawiliśmy policji prawa do inwigilacji – jestem zwolennikiem tego, by policja mogła inwigilować. Niektórzy uważają, że to zagrożenie dla praw obywatelskich, więc nikt tego nie chce. Ja zaś uważam, że pewna grupa osób zawsze będzie stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa. Oni powinni być poddawani procesowi inwigilacji. Wymaga to bardzo precyzyjnego przepisu kiedy wolno, w jakich warunkach i kogo, aby wykluczyć nadużywanie tego narzędzia.

W polskich realiach osoba opuszczająca zakład karny jest całkowicie wolna. Zakład karny nie informuje o jej wyjściu policji, bo i po co? Nie ma takiej procedury. Jakie to ma znaczenie dla policji, że na wolność wyszedł przestępca? To jest wolny obywatel, któremu należy się szacunek, ba!, nie wolno nawet mówić że jest przestępcą. Być może to, co mówię, jest przerażające, ale taka jest prawda. Jeżeli teraz zaczniemy robić coś gwałtownie, a tak zachowują się politycy, dojdzie do następnych błędów, za które zapłacą kolejne niewinne osoby. Trzeba mieć świadomość, że resocjalizacja jest wielkim mitem społecznym, który zakłada, że człowiek się zmieni. W kryminologii znamy różne teorie dotyczące powstawania przestępczości. Jedna z nich zakłada, że są ludzie, którzy robią złe rzeczy, bo zmusza go do tego podłe, skostniałe społeczeństwo. Teoria ta nie wychodzi z zasady, że człowiek ma pewne wartości moralne czy etyczne, ale że społeczeństwo wpływa na jego złe zachowania, więc trzeba poddać go dostosowaniu społecznemu, by na drodze procesu dydaktycznego i wychowawczego się zmienił. To niezwykle kosztowny mit, który nic nie daje. Wiadomo, że pewna grupa przestępców wraca do przestępstwa. Takie są fakty.

Not. Marta Brzezińska-Waleszczyk