- To zaszczyt dla Warszawy, jej mieszkańców i władz, że ponownie gości laureata Pokojowej Nagrody Nobla, Jego Świątobliwość XIV Dalajlamę Tybetu - powiedziała podczas uroczystości na Zamku Królewskim prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. - Jesteśmy dumni, że od dziś Dalajlama XIV symbolicznie jest jednym z nas - obywatelem nieujarzmionego miasta. Niech wędrujący mnich i wielki nauczyciel pamięta, że w Warszawie zawsze będziemy witać go jak przyjaciela - dodała Gronkiewicz-Waltz. W uroczystości wzięli udział m.in. Lech Wałęsa i Tadeusz Mazowiecki, których Dalajlama nazywał "starymi przyjaciółmi".
Dalajlama ma już honorowe obywatelstwo miasta Wrocławia oraz tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Na początku czerwca odebrał także przyznany mu przed rokiem tytuł honorowego obywatela Paryża.
Co takiego głosi honorowy obywatel Warszawy? Oprócz propagowania ideologii "peace and love", jest również autorem kilku konkretnych stwierdzeń. Określający się jako "marksista - nie leninista" przywódca jest przekonany, że buddyzm jest bliski komunizmowi.- Kiedy byłem w Pekinie, powiedziałem chińskim przywódcom, że chcę wstąpić do partii komunistycznej – wyznał człowiek, uważany za ziemskie wcielenie Buddy. Jego zdaniem, tak samo jak buddyści, "komuniści troszczą się przed wszystkim o równość i prawa pokrzywdzonych". - Ponadto komunizm jest rodzajem humanizmu, tak samo jak buddyzm – mówił Dalajlama XIV w wywiadzie dla rosyjskiego wydania "Newsweeka". Dodał wówczas również, że komunizm właściwie wprowadzony nie jest sprzeczny z buddyzmem. I dlatego, jego zdaniem, marksizm jest komunizmem właściwym, leninizm zaś jego zwyrodniałą, totalitarną formą, która sprawiła, że "komunizm nigdy nie był samym sobą".
Laureat Pokojowej Nagrody Nobla (z 1989), "Święty Pan, Szlachetna Chwała, Pełny Współczucia Obrońca Wiary, Ocean Mądrości" (Dzietsyn Dziambel Ngałang Losang Jeszie Tenzin Gyatso) jak brzmi jego pełny tytuł, tybetańskiej walki o wolność nie łączy z religią. W wywiadzie dla "Newsweeka" podkreślał, że wielu Tybetańczyków, którzy oddali życie za wolność, to prawdziwi komuniści i ateiści. To oni zainteresowali swojego duchowego przywódcę marksizmem.
Komentarz Tomasza Terlikowskiego:
O ile bardzo bym chciał, by wszyscy Tybetańczycy byli wolni, to trudno mi się zgodzić na przedstawianie Dalajlamy jako światowego religijnego autorytetu, bo jest to, mówiąc delikatnie, bardzo kontrowersyjne. Jest to swego rodzaju soft-autorytet religijny. Stał się takim, bo mało od innych wymaga. Dalajlama prawie się nie zajmuje konkretnymi kwestiami etycznymi, wypowiada okrągłe zdania, w kórych pobrzmiewają jedynie słuszne i popularne lewicowe opinie. Jego słowa "nikogo nie dotykają", w przeciwieństwie do Papieża, który zamiast schlebiać politycznym salonom, zawsze jest gotów mówić prawdę w obronie najsłabszych: bezkompromisowo broni życia i prezentuje wyrazistą doktrynę gospodarczą.
AJ
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

